czwartek, 11 sierpnia 2016

Nie koniec, czyli co tam w lipcu #2, co tam w sierpniu #1

Obejrzałam zwiastun nowego "Pitbulla" Vargi (jak bardzo nie mogę się doczekać!! będzie świetny!), następnie uruchomiłam Antyradio online, usłyszałam "Sing"Travis, i zachciało mi się tu zajrzeć, i kontynuować. Nie, nie zmarnuję tego miejsca w sieci, niech nadal będzie tylko moje. Mimo że substytut zeszytu to li i jedynie zwyczajny blog-pamiętnik, gdzie pojawiają się zwyczajne posty, a nie intrygujące artykuły o chwytliwych tytułach. Ale: któż wie, dokąd zmierzam, i co będzie za dni parę.

Tymczasem, garść pamiątkowych zdjęć z przełomu lipca i sierpnia. Kończy się mój urlop, ten najdłuższy i (naprawdę!) najnudniejszy w życiu. Ale pewnie i takie są potrzebne. I tak żal, że się kończy. W snach widzę już tylko pracę.


Bambi skradł moje serce.


Pokochałam kurczaka po hawajsku. Ananas & mięso to rzeczywiście połączenie idealne. Słodko-słone. Uwielbiam.

Śniadanie. Smaczne & fotogeniczne.


Ciasteczka! Kawa! 


Pieniczki! "To"!


Obiad. Średnio fotogeniczny, ale fasolka była pyszna. Mięsko w przyprawach krakowskich.


Pizza autorstwa męża. Niefotogeniczna, ale obłędna. Połowa była meksyńska, druga hawajska. A jedna lepsza od drugiej.


A to już hit lata: placuszki tarte cukiniowe + obłędny dip: z jogurtu naturalnego, fety, koperku i szczypiorku.



Kolejny wynalazek: makaron z kurczakiem, bazylią, suszonymi pomidorami.

Ponadto jestem w trakcie pierwszego sezonu "Orange is the new black" i drugiego sezonu "Scream", oraz w trakcie lektury "To" Stephena Kinga (300/1100 stron, marnie mi to idzie, nie mogę się zebrać ostatnio), a także w trakcie poszukiwań jakiegoś rewelacyjnego thrillera do poczytania, który całkowicie zdjąłby ze mnie tę nieszczęsną czytelniczą blokadę. Niestety, nadal nie wydają nic nowego autorstwa obłędnej Karine Giebel, więc nie wiem, co z sobą zrobić. Po prostu nie mam co czytać, choć regał ugina się od nieprzeczytanych.

2 komentarze:

  1. Fasolka to dla mnie synonim lata! Z bułką tartą uwielbiam absolutnie i mogę jeść codziennie :)
    A "Orange is the new black" planuję od dawna, tylko się zebrać nie mogę, warto?

    OdpowiedzUsuń
  2. "To" na pewno jest niezłym wyzwaniem, jeśli chodzi o ilość stron. Jeszcze nie miałam okazji czytać, póki co czaję się na "Rękę mistrza", która od dawna czeka na półce ;)

    OdpowiedzUsuń