wtorek, 12 lipca 2016

Zaplątani (2010)

Słowo się rzekło - kolejna baja za mną. Kolejna, na której przelałam morze łez, i która spodobała mi się wprost OGROMNIE.

zaplatani
"Zaplątani" to świetnie opowiedziana historia Roszpunki: prześlicznej dziewczyny o niewyobrażalnie długich włosach, które mają niezwykłą moc. Roszpunka od niemowlęcych czasów przetrzymywana jest w wysokiej wieży przez Okropnie Złą Staruchę, podającą się za jej matkę. Dziewczyna nie wie, że została wykradziona z rodzinnego zamku i pędzi smutny samotny żywot odcięta od zewnętrznego świata. Jednak któregoś dnia potrzeba przeżycia przygody i nieopisana tęsknota, którą czuje w sercu, popychają ją do ucieczki - w dodatku w towarzystwie pewnego przystojnego złodziejaszka... Rodzi to zmiany, które dosięgną wszystkich bohaterów bajki - i dobrych, i złych.
Siłą "Zaplątanych" jest wg mnie nie tylko świetnie skrojona historia, piękna muzyka, cudowna animacja, ale przede wszystkim: ten skrajnie zły Czarny Charakter: wiedźma podająca się za matkę Roszpunki. Cóż za wspaniała postać, niezupełnie jednoznaczna: ostatecznie stara się Roszpunce zastąpić rodziców, choć nie bezinteresownie... Partie śpiewane przez wiedźmę to istny majstersztyk. I momenty, w których pojawia się ta postać: złooo! Cudownie zrobiona bohaterka negatywna, ot co.

Roszpunkę też ogromnie polubiłam. Godna podziwu jest jej wzorowa postawa: przez 18 lat, które spędziła w zamknięciu, dziewczyna nie przestała cieszyć się życiem i nie tylko nie umarła z nudów, ale opanowała wszelkie możliwe umiejętności: pisanie, czytanie, rzeźbienie, szydełkowanie... Idealna kandydatka na żonę!

Jest jeszcze w "Zaplątanych" koń. Maximus. Niezwykła postać, jak na konia. Wielokrotnie podczas seansu powtarzałam: trochę przesada z tym koniem. Ostatecznie jednak: bez Maximusa nie byłoby bajki, o.

.......

Tymczasem nastał grudzień. Zrobiło się, zupełnie nagle, upiornie, nieznośnie zimno. Wkrótce o książkach, które doczytałam w sobotę, a które zrobiły na mnie bardzo bardzo dobre wrażenie. Aktualnie zaś podczytuję "Lisią dolinę" Charlotte Link. A ja, gdy czytam Link, czuję się zawsze jak na kawce z dobrą znajomą. Uwielbiam, co tu dużo mówić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz