wtorek, 26 lipca 2016

Zacząć!

Najtrudniej zacząć.
Kiedy tak siedzę nad kubkiem zielonej herbaty i zbieram myśli, krąży mi po głowie właśnie to zdanie, żywcem wyjęte z jednej z ukochanych książek z czasów późnej podstawówki ("Magda doc" Marty Fox).
Wczoraj na dwóch blogach, które czytuję namiętnie i z przyjemnością (ok - na jednym blogu, o tutaj,  i na stronie drugiego bloga, o tutaj), niemal jednocześnie ukazały się posty z kluczowym hasłem: zacznij!! Oba traktujące o konieczności działania, nareszcie działania, a nie czczej gadaninie o działaniu O tym, że najtrudniejszy jest zawsze początek. O oszukiwaniu siebie i odwlekaniu. O okrągłych datach, którymi mydlimy sobie oczy ("zacznę od poniedziałku", " zacznę na urlopie", "po urlopie", "od września", "od stycznia", "od wiecznego jutra"), jakby miały jakiekolwiek znaczenie, jakby początek nie mógł nas zastać we wtorek, albo, a niech tam, we wtorek 26 lipca. I jeszcze: nieustanne faszerowanie się motywacyjnymi blogami, metamorfozami na youtubie, wielogodzinne inspirowanie pięknymi zdjęciami, rozczytywanie w poradnikach "jak żyć", "jak działać", zamiast działania. 


Niekończące postanawianie sobie, że zaczniemy: dietę, ćwiczenia, regularne pisanie postów na bloga, naukę języka, generalne porządki w papierach i szafie. Ale najpierw może zrobię makijaż, ugotuję obiad, wyjdę na zakupy, a postanowienia realizować zacznę później, potem. Byle nie dziś.  Dość, dość, dość!

źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/Przecudnie-bo-przecie%C5%BC-mo%C5%BCe-by%C4%87-tak-pi%C4%99knie-431678900255134/?fref=ts

Boże,jak ciężko jest zacząć!! Jak bardzo się nie chce. Jak wygodnie jest obiecywać sobie, że od jutra, że na pewno kiedyś, że my też. A tymczasem dni przeciekają przez palce...

Rano wskoczyłam w legginsy, wygodny t-shirt i buty. Rozłożyłam matę. Ćwiczyłam (sic!). "Skalpel" w towarzystwie Ewy Chodakowskiej i własnej, osobistej, czteroletniej córki. Wytrzymałam, bagatela, piętnaście minut, z tych 45, które powinnam była. I co? I nic. Jestem szczęśliwa, endorfiny, motyle, duszki! Zrobiłam to! Zaczęłam! 15 minut to nic, może i nie warto było się przebierać (a jednak...ociekałam potem!), ale: świetnie się bawiłam, pośmiałyśmy się z córą, spędziłyśmy fajnie i razem czas, blisko siebie, i pojawiło się we mnie coś na kształt...hmm...satysfakcji? Liczę na to, że jutro wytrzymam pięć minut dłużej. Bo jutro na pewno także zacznę ćwiczyć. Boże, było świetnie! Czemu to odwlekałam?? Czemu pół urlopu marudziłam, że przytyłam, że jakieś boczki, skoro zawsze byłam szczupła, że skąd brzuszek i skąd więcej mnie, zamiast odpalić płytkę i zacząć się ruszać?! Ło matko. Jeśli Ty również odwlekasz - przestań czytać, ćwicz. 15 minut.



Potem długi długi prysznic, uczucie przyjemnego zmęczenia. Potem zielona herbata i ten post. Za chwilę mycie okien, w ramach kolejnej porcji ruchu. 

Bo z myciem okien, to u mnie prawie jak z ćwiczeniami. Od kilku dni się noszę, by umyć. A potem spędzam dzień przed komputerem, dzień leniwca, dzień stracony. Ale już dość. Może i ciężko jest zacząć, ale, no kurczę, najwyższy czas przestać wszystko odkładać na potem!! Bo minie mi to życie, a ja nie zdążę z niczym. Jestem absolutnie zmotywowana, by zacząć. Wszystko, co sobie postanowię, zrobić natychmiast, nie zostawiać, realizować pomysły, ale i wypełniać obowiązki. Jasne, że rozkładać w czasie, ale ostatecznie: zacząć działać! Potem...hmm, myślę, że potem już jakoś to będzie, jakoś to pójdzie :) 

6 komentarzy:

  1. Mówienie sobie "od jutra", "od poniedziałku" "od przyszłego miesiąca" to najgorsza metoda. Trzeba się wziąć teraz ;)
    Ćwiczenia z Ewą są świetne! Ma się po po nich ogromną satysfakcję i pojawia się taka myśl "dałam radę, przeżyłam".
    Trzymam kciuki za kolejne 5 min. :p
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!! Za te kciuki i motywujący komentarz :)) baaardzo potrzebne :) pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Powodzenia! 😉 Czest jeden wiekszy krok to wiecej niz 10000 malych

    OdpowiedzUsuń
  3. Któregoś dnia wybiegłem i tak sobie od czasu do czasu biegam do dziś. Teraz muszę zacząć robić brzuszki i tak sobie robić :P O!, i pisać na blogu :) Ale to już jutro :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaczęłam ćwiczyć na początku lipca, gdyż moje uda to dwie galarety, ale potem przyszły "te dni", potem wyjazd wakacyjny i mamy już koniec lipca, a ja raptem 3 razy ćwiczyłam. Ale dzisiaj będę ćwiczyć!
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń