wtorek, 12 lipca 2016

Nowy

Sylwester w domu. Sałatka z brokułami, słonecznikiem, fetą, kurczaczki w magii, wędzony łosoś na krakersach. StoryCubes i Carcassone Gorączka Złota. TVN, koncert w Krakowie (Chylińska!). Zjawiskowy spektakl za oknem: fajerwerki, całe mnóstwo. Szampan, pierwszy taki pyszny. Whiskey z colą i cytryną. Niekończące się rozmowy. Bliscy i serdeczni ludzie. Było świetnie.

Pierwszy dzień Nowego Roku: familijnie, kanapowo, leniwie, niespiesznie, bez obiadu: z pomidorówką  z tak zwanego wczoraj, z  przekąskami pozostałymi po wczorajszej kolacji. Przed komputerem, z World of Zombies i facebookiem w tle. No i z książką, pierwszą, którą przeczytałam w 2016 roku. Dobry, bardzo dobry start: pierwszy stycznia, pierwsza lektura. I to jaka!

Karine Giebel zdetronizowała moją ulubioną i od lat w sercu miłościwie panującą Charlotte Link. Po lekturze dwóch zaledwie książek - oto znalazłam następną najukochańszą autorkę.

Niech będzie dobry ten Nowy.

Z postanowień: być szczęśliwą, pracować, studiować - wszystko jak dotąd. Plus 25 książek, 25 filmów (jako niezbędne do życia minimum), nowe przepisy do wypróbowania w kuchni, nowe planszówki do rozpracowania, systematyczne (sic!) wpisy na blogu.

Niech się dzieje, niech się rozpocznie! Nowy 2016 Rok.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz