wtorek, 12 lipca 2016

Kraina lodu (2013). Krudowie (2013).

Jeśli mam być szczera: bajki niekoniecznie lubię. Mój mąż ogląda namiętnie i pasjami. Ja zdecydowanie wolę mocne kino: thrillery, horrory. Bajki nie. A mimo to: dziś mam ochotę opisywać i zachwalać aż dwie, obejrzane w krótkim odstępie czasu, co jest w moim przypadku wydarzeniem niebywałym i godnym odnotowania (a zatem dobrze, że znowu stanęłam u wrót bloga), albowiem rzadko cokolwiek oglądam. Filmy zwyczajnie mnie nużą, wymagają skupienia większego niż książka (sic!), kradną mi 2 h, które mogłabym poświęcić chociażby czytaniu. Niedobrze, staram się z tym walczyć, bo kino to także część kultury, którą pragnę chłonąć. Fakty są jednak takie, że dwa filmy (a nawet: dwie bajki) obejrzane niemal jedna po drugiej, to dla mnie nie lada wyczyn.

Bajkę "Krudowie" obejrzałam niedawno w kinie, na warsztatach filmowych. Początek przeraził mnie: oto banda nieokiełznanych dzikusów w futrach miast bielizny rzuca się w szaleńczy pościg za przedziwnym ptaszydłem w celu zdobycia pożywienia. Pomyślałam wtedy: jak ja to wytrzymam?! W domu sięgnęłabym po pilot, w kinie musiałam "odsiedzieć" swoje. Zapytacie więc: i co, i co? Odpowiem: wytrzymałam. A nawet: zachwyciłam się Krudami tak bardzo, że nazajutrz obejrzałam ponownie: tym razem w domowym zaciszu, ku radości i zdziwieniu męża. I w męża towarzystwie, oczywiście.
krudowie
Krudowie to urocza i zwariowana rodzinka jaskiniowców (najmłodszą, Dzidzię, gorąco pokochałam, albowiem przypomina mi moją osobistą córę, 2-letnią), której mottem, za sprawą głowy rodziny, jest hasło: nigdy się nie nie bój. Ojciec, w trosce o bezpieczeństwo swojej familii, zamyka swoją rodzinę w jaskini, urządzając jedynie sporadyczne wycieczki na polowania, ale jego zbuntowana dorastająca córka marzy o przygodach. Któregoś dnia dziewczyna wymyka się więc z rodzinnej jaskini, co daje początek nieuniknionym zmianom...

Urzekła mnie ta historia, rozśmieszała do łez relacja głowy rodziny z teściową, ale najmocniejszą jej stroną jest wyraźne przesłanie: nie bój się. Nie bój się zmian. Bądź otwarty i staw czoła Przyszłości. Świetna baja. Dwa razy obejrzana, i dwa razy spłakałam się jak bóbr. I ze wzruszenia, i ze śmiechu. Warto.

Zupełnie w innym klimacie jest disneyowska "Kraina Lodu". To taki cudowny klasyk, a'la "Piękna i Bestia" czy "Kopciuszek". Dużo śpiewania: piękne, wpadające w ucho piosenki, jak "Mam tę moc" czy "Ulepimy dziś bałwana". I znowu piękna historia, taka, która bardzo bardzo wzrusza. O miłości. A rzecz cała o siostrach zamkniętych w pałacu. Jedna z nich ma niezwykły dar: wszystko, czego się dotknie, zamienia w lód. W obawie przed wyrządzeniem komuś krzywdy, oraz pełna poczucia winy z powodu swej odmienności, starsza z sióstr pędzi smutny, samotny żywot w jednej z pałacowych komnat. W dniu koronacji, kiedy wrota do zamku stają otworem dla mieszkańców królestwa, prawda o tajemniczych zdolnościach Elzy wychodzi na jaw. Staje się to początkiem dramatycznych wydarzeń. 
krainalodu650
Przepiękna opowieść, bajeczne obrazy zapadające w pamięć, przecudnej urody muzyka, i taki zwrot akcji, że ach! Polecam.
A sama mam w planach, w baaardzo niedługim czasie (czytaj: dziś po Master Chefie ) obejrzeć kolejne animacje: "Meridę Waleczną" i "Zaplątanych".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz