wtorek, 12 lipca 2016

2015

1 stycznia, godz. 8:10 (kto rano wstaje ten ma dzieci...).
Po cudownie spędzonej domówce. 
Idealny moment na podsumowania i plany, na postanawianie, na obiecanki cacanki, na wiarę, że będzie lepszy, ten Nowy 2015 Rok. 
2 stycznia, godz. 10:18 (kto ma dzieci, ten wpisy kończy dnia następnego).
Po 1,5 h dyżurze w pracy.
Po pierwszym obejrzanym w tym roku filmie.
Wciąż niezdecydowana, co by tu sobie postanowić, co obiecać.
 W 2014 przeczytałam zaledwie 17 książek (sic!). To był rok spełnienia na polu zawodowym (nareszcie mam: tę pracę, o której marzyłam latami), więc chyba coś za coś. Niestety, lista moich lektur (już zeszłorocznych) nie jest imponująca - ani długa, ani szczególnie ambitna. Gdyby żarliwie wyznawać zasadę "jesteś tym, co czytasz" - z zażenowania schowałabym głowę w piasek. Bo tych 17 książek przeczytanych w 2014 to same niemal kryminały i thrillery (cóż poradzę: uwielbiam!), z których żaden nie spodobał mi się na tyle, by okrzyknąć go hucznie książką roku. Odkryciem była dla mnie Kasia Puzyńska ze swoją serią o policjantach z Lipowa ("Motylek" i  "Więcej czerwieni" - na kolejną część, zapowiadaną na luty, czekam z utęsknieniem) oraz duet Camilla Grebe & Asa Traff ("Spokój duszy", "Bardziej gorzka niż śmierć" - na kolejne nie ma co czekać, ponoć wydawca zrezygnował z tłumaczenia dalszych części. Ałć jak boli!). Charlotte Link okazała się taka, jak zawsze: niezawodna ("Wielbiciel", "Ciernista róża", "Lisia dolina"), Cody McFadyen ("Maska śmierci") znowu poruszył mnie do głębi. I tyle. Więcej nie ma o czym mówić. Szału nie było.
 W 2015 chciałabym, absolutnie bym chciała, przyłączyć się do popularnego wyzwania 52 książki. Jednocześnie wiem, zdaję sobie z tego sprawę aż za dobrze, że wyzwanie to jest dla mnie na ten moment totalnie awykonalne. Ale ... gdyby tak połowa z tego? 26 książek. Śmiesznie mało przecież, lecz jednak, jeśli popatrzeć na rok zeszły, a nawet na 2013, też lekko nie będzie. A zatem: 26 książek? Nieee, brzmi brzydko. Zdecydujmy publicznie: 35 książek na 2015 rok. Oraz (ach tak, po stokroć tak!) 52 filmy. Wciąż za mało oglądam, za dużo grzebię w necie. A raz w tygodniu można przecież, z mężem, przy kominku, przy piwku, można coś pooglądać, nieprawdaż? No. Zaczęliśmy już wczoraj.
Na blogu achy ochy z książką  wyzwanie 12 książek z półki. Podoba mnie się ten zamysł: wybór dwunastu lektur, które kiedyś wydawały się tymi wymarzonymi, niezbędnymi, a które kurzą się od długiego stania na półce w niekończącej się kolejce. Zatem znowu: modyfikuję, i wybieram, że wśród 35 książek, które przeczytam w 2015 roku, znajdzie się 5, pieczołowicie wybranych z półki już teraz. Są to:

(miejsce na zdjęcie i opis - zrobię i uzupełnię, gdy dzieci pozwolą, oraz, gdy nareszcie zdecyduję się na wybór tej zakurzonej piątki) 
Co do bloxa, chciałabym podjąć postanowienie: ani dnia bez znaku. Lecz, do diaska, nie mogę. Nierealne. Nie zaryzykuję nawet obietnicy, że już nie zniknę. Za to w planach sumienne prowadzenie uroczego groszkowego kalendarza z Biedronki  oraz tworzenie list wszelakich, tak ku pamięci: obejrzane filmy, seriale, spektakle, przeczytane książki, wysłuchane płyty. 
W życiu zaś: pracować dalej tu, gdzie pracuję. Rozpocząć kolejne studia. 
Więc niech się zacznie, ten 2015 :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz