sobota, 29 czerwca 2013

Pobiblioteczna radość

Od dawna nie korzystam z bibliotek. Nie i już. Nie lubię.
Irytują mnie panie bibliotekarki - ich nadgorliwość (ależ to pierwsza część sagi, zechce pani drugą? ) lub ignoranctwo (a któż to ta Zimniak?!)  i / lub podejrzliwość (a po coś tu przyszła? zwrot 24 lipca, proszę pamiętać!).
Denerwuje mnie troska o wypożyczoną książkę - w zwyczaju mam jadać i pijać nad czytaną lekturą, zabierać ją w torbie na działkę, zakreślać ołówkiem ważniejsze fragmenta - w przypadku egzemplarzy bibliotecznych usilnie staram się tego nie robić, a łatwo nie jest - ot, siła przyzwyczajeń.
No i boli mnie nieunikniona rozłąka z książką, którą nagle pokochałam i uznałam za jedną z najulubieńszych. 

A jednak...
Ostatnio wyczytałam wszystko, na co miałam ochotę i co było w zasięgu mej ręki. Nieistotne, że na półkach jeszcze wiele nieprzeczytanych tytułów - na żaden nie miałam ochoty w miniony poniedziałek. Stwierdziłam, że muszę do biblioteki (bo do księgarni z pustym portfelem sensu nie ma), zabrałam syna, który przy stoliku grzecznie pałaszował żelki, a sama do półek. 
Wypożyczyłam maksymalną ilość: pięć tytułów. Na wszystkie na raz chęć miałam. Jak ja się cieszyłam :) Taaaki wybór :) 
Już za mną "Chirurg", aktualnie w czytaniu "Drugie dziecko" (Link zachwyca jak zwykle).

Przeproszę się z bibliotekami, postanowiłam.

Moje łupy:



Teraz nie jestem już pewna, czy zmierzę się z Virginią Woolf. Zobaczymy. Ale Ligockiej poszukiwałam od dawna - ktoś kiedyś zamieścił jeden jedyny cytat, który tak mnie urzekł, że zapamiętałam tytuł i autora na zawsze, i wreszcie dorwałam. Link uzasadniać nie muszę - mam wszystkie wydane w Polsce jej książki - poza "Drugim dzieckiem" i "Grzechem aniołów" i "Wielbicielem" . A że stęskniłam się za jej  pisarstwem - musiałam wypożyczyć, skoro kupić na razie nie mogę.
Kowalewską czytałam przed laty, drugą część - "Górę śpiących węży" mam nawet w swoich zbiorach. Zapragnęłam odświeżyć i doczytać pozostałe części - a jest ich kilka, jak się okazuje. Co do Tess Gerritsen - musiałam pojąć ten fenomen. Pojęłam ;)

Boziu jak ja kocham czytać!!! Tylko... so many books, so little time.

1 komentarz:

  1. zaczytana2 (Magda)1 lipca 2013 00:54

    Stosik naprawdę interesujący i z chęcią przynajmniej trzy chciałabym mieć w swoich zbiorach gdyby nie wspomniany przez Ciebie pusty portfel. Też nie pamiętam kiedy byłam ostatnio w bibliotece ale obiecałam sobie że pójdę do niej dopiero jak przeczytam wszystkie albo przynajmniej większość kupionych przeze mnie książek

    OdpowiedzUsuń