środa, 3 kwietnia 2013

Seryjni mordercy XX wieku, Anna Poppek

A, dziękuję. Święta wielkanocne minęły spokojnie i jak zawsze: za szybko. Odpoczęliśmy, obejrzeliśmy parę filmów, odświeżyliśmy stare gry ( ja: Cultures Ósmy Cud Świata, mąż: Saga Gniew Wikingów), najedliśmy do syta smażoną białą kiełbaską, żurkiem, jajcami, sałatką tortellini, sernikiem i orzechowcem.

A żeby pozostać w klimacie około świątecznym, a zwłaszcza Lanego Poniedziałku (białego w tym roku) : oto książka, którą porównałabym do wiadra zimnej czystej wody: tak samo oczyszczająca i otrzeźwiająca. "Seryjni mordercy XX wieku" Anny Poppek to znakomite antidotum na fascynację ucieleśnionym złem. Bo jest coś takiego w nas, ludziach: uwielbiamy filmy o seryjnych zabójcach, z niezdrowym zainteresowaniem śledzimy w wiadomościach kryminalne newsy, lubimy się bać 'bezpiecznie': oglądając thrillery i horrory, czytając mroczne historie. Nie ukrywam, że po "Seryjnych morderców" sięgnęłam właśnie dlatego: ze zwykłego zainteresowania ludźmi, którzy dopuścili się czynów nieludzkich, o których czytałam, których zobaczyłam w filmach dokumentalnych i thrillerach. I stała się rzecz niespodziewana: wyleczyłam się. Otrzeźwiałam. Bo nie ma się czym fascynować. Po lekturze czuję jedynie obrzydzenie do seryjnych morderców. To nie geniusze o spaczonych umysłach: to zwykli zwyrodnialcy.



Anna Poppek we wstępie do książki podkreśla, że nie zamierza epatować przemocą i zachęcać do naśladownictwa - i udaje jej się, naprawdę. 'Seryjni mordercy" mają ten walor edukacyjny: ostrzegają przed zwyrodnialcami, którzy pozornie nie różnią się od przeciętnego zjadacza chleba; wskazują na techniki, metody ich działania (np. metoda Teda Bundy, o której słyszałam już na wykładach z psychologii - na kalekę, nad którym litują się niczego nieświadome ofiary). Autorka bardzo słusznie zwraca naszą uwagę na fakt, że fascynacja złem to nie tylko wiek XX i mass media, już w starożytności przecież "(...) tłumy waliły do amfiteatrów, aby z perwersyjną przyjemnością przyglądać się masakrom gladiatorów" (s. 8), a "mity greckie naszpikowane są przemocą, brutalnym seksem i wszelkimi dewiacjami" (s. 7-8).

Książkę otwiera bardzo ciekawy wywiad z polskim specjalistą w tej dziedzinie, profesorem Brunonem Hołystem, który w przystępny sposób wyjaśnia kluczowe zagadnienia, i podstawy znajomości tematu, czyli na przykłąd: kogo policja uznaje za seryjnego mordercę. Dowiadujemy się też, że w 2013 roku i w ciągu następnych kilku lat na wolność wyjdzie około setka polskich morderców. Aż włos się jeży... zwłaszcza, gdy przeczyta się już zasadniczą część książki, czyli portrety ponad dwudziestu seryjnych morderców, znanych bardziej lub mniej, m.in. są to Bogdan Arnold, Jeffrey Dahmer, Albert Fish, Charles Manson czy wspomniany już Ted Bundy.

Sylwetki morderców (przy każdym sugestywne zdjęcie lub portret pamięciowy) przedstawione są wg schematu: dzieciństwo, punkt zwrotny w życiu (lub moment przełomowy dla rozpoczęcia chorych procederów) , metody działania, ofiary, działania policji, wyrok. Historie te, prawdziwe przecież, mrożą krew w żyłach, i mimo że nie są nacechowane emocjonalnie: wywołują bardzo silne uczucia, w których na szczęście dominują obrzydzenie, poczucie niesmaku i niechęć.

Bardzo dobra pozycja dla miłośników thrillerów i horrorów, tych pisanych i tych zekranizowanych: działa oczyszczająco i otrzeźwiająco. Polecam z czystym sumieniem.