wtorek, 19 marca 2013

Zaginiona dziewczyna, Gillian Flynn

Jakiś czas temu na fb w statusie mojej licealnej koleżanki, zamieszkałej aktualnie w Stanach Zjednoczonych, pojawiło się zdjęcie tej książki, z krótkim entuzjastycznym angielskim 'just wow' .  Status był tak sugestywny, że zapamiętałam tytuł i nazwisko autorki, a wkrótce okazało się, że książka już w Polsce, przetłumaczona, więc zdobyłam ją w przededniu premiery (czytaj: wyprosiłam na Dzień Kobiet) i od razu zabrałam za lekturę. Okrzyknięto ją thrillerem 2012 roku w USA i rzeczywiście: bardzo to amerykańska książka, i bardzo bardzo dobra. Czyta się sama. Wciąga niemiłosiernie. Nareszcie rzecz, do której wracałam myślami gotując obiad, wstawiając pranie, i do której najlepiej smakuje lampka półwytrawnego wina. I orzeszki z biedronki, w chrupiącej skorupce o smaku zielonej cebulki. Mniam.

  

W dniu piątej rocznicy ślubu znika Amy, żona Nicka. W salonie widać ślady stoczonej walki, a po Amy nie zostaje nawet ślad. Zachowanie Nicka budzi wiele wątpliwości: nie wygląda na szczególnie zrozpaczonego. Śledztwo nie przynosi spodziewanych rezultatów, Amy wciąż nie ma, sprawą interesują się media, Nick zachowuje się coraz bardziej podejrzanie, choć zaklina się, że nie ma nic wspólnego ze zniknięciem żony. Kto stoi za zniknięciem Amy? Policja i dowody przemawiają za tym, że to jednak Nick, mąż swojej żony...

Dość o fabule, choć przecież mogłabym długo, nieskończenie długo: polskie wydanie "Gone girl" liczy 650 stron. Jednak w przypadku TAKICH książek, musi wystarczyć zaledwie zarys: im mniej się wie, tym większą czerpie się radość z lektury, z odkrywania kolejnych zagadek, których autorka nie poskąpiła: fabuła zaskakuje co parę stron!

Skłamałabym twierdząc, że książka jest zupełnie nieprzewidywalna: nie byłam aż tak zaskoczona, jak spodziewałam się być, może miałam zbyt wielkie oczekiwania, może niepotrzebnie naczytałam się wcześniej pochwalnych recenzji, nie wiem. Ale z pewnością nie rozczarowałam się: to doskonale, cudownie napisany thriller, z fantastycznie wykreowaną parą głównych bohaterów. Ich losy poznajemy naprzemiennie: narracja prowadzona jest dwutorowo, z perspektywy Nicka, i z perspektywy Amy (jej głos to kartki z prowadzonego od kilku lat dziennika). Ciekawy i lubiany przeze mnie zabieg, który daje czytelnikowi możliwość zagłębienia się w psychikę głównych zainteresowanych. A są to postaci nieprzeciętne, ich małżeństwo nieprzeciętne jest również, a sposób ich pisania jest po prostu rewelacyjny (oboje parali się swego czasu dziennikarstwem): do teraz nie potrafię ustalić, która relacja podobała mi się bardziej - Nicka czy Amy.

Rozdziały są krótkie, kończą się oczywiście w kulminacyjnych momentach - nie sposób rozstać się z książką, jeśli nie ma się w domu 4,5 - miesięcznej córki ;) 

Bardzo dobra, bardzo amerykańska (to komplement: ja po prostu marzę o wycieczce do Stanów!), zaskakująca, wciągająca, warta przeczytania. Polecam.

(obawiałam się, że teraz nie sięgnę po nic ciekawszego, że będąc wciąż pod wrażeniem "Zaginionej dziewczyny" żadna książka nie zdoła mnie porwać, ale na szczęście myliłam się... i teraz czytam coś jak najbardziej polskiego i mocnego, ale o tym innym razem...)



4 komentarze:

  1. Orzeszki z Biedronki zaważyły tutaj prawie jak "just wow" Twojej licealnej koleżanki ;) Wpisuję na listę! Nie orzeszki oczywiście :D

    OdpowiedzUsuń
  2. zaczytana2 (Magda)20 marca 2013 01:44

    Wow ale entuzjastyczna recenzja :). Jak będę miała jakieś wolne fundusze to na pewno rozejrzę się za tą książką, na razie muszę przystopować z wydatkami (zwłaszcza że we Wrocku zaszalałam i wróciłam z pokaźnym stosem nowych książek B) ). Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaczytana2 (Magda)31 marca 2013 10:59

      Zdrowych, pogodnych i spędzonych w gronie rodzinnym świąt :)

      Usuń
  3. Ja też póki co dbam o finanse, ale od jakiegoś czasu mam tę książkę na celowniku :) Dobrze, ze córcia daje mamie czasem poczytać ;) Jeśli mogę Ci polecić książkę, która podobnie jak ta sprawi, że będziesz ciągle myślami wokół niej, to polecam "Pasjonata oczu" Fitzka (lub pierwszą część - "Kolekcjonera oczu"). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń