czwartek, 7 marca 2013

Jeździec miedziany, Paullina Simons




Śnią Wam się czasem książki? 
Mnie zdarzyło się to trzy razy. Tyle snów o książkach pamiętam, uściślając.
Kot Behemot po lekturze Bułhakowa.
Tysiące przedziwnych snów po przeczytaniu "Stu lat samotności".
I kilka lat temu "Jeździec miedziany", podkreślam: kilka lat temu, czyli na długo przed tym, nim zdecydowałam się poń sięgnąć. Śniła mi się sama okładka, właśnie ta: 


I to było jak znak: przeczytaj. Pamiętam ten sen do dziś. 
I gdybym faktycznie przeczytała kilka lat temu, byłabym zachwycona, przypuszczam. Może jako nastolatka bardziej rozumiałabym główną bohaterkę, 17-letnią Tatianę. Tymczasem teraz mogę tylko stwierdzić: rozczarowałam się. Więc właśnie tym zachwycają się rzesze czytelników na całym świecie? E tam...

Ponieważ w lutym bardzo urzekło mnie "Żniwo gniewu", poszłam za ciosem i sięgnęłam po "Jeźdźca", czyli rzecz rozgrywającą się także w latach wojennych, tym razem w Rosji i z perspektywy młodziutkiej Rosjanki, Tatiany Mietanowej. Tatiana fiu bździu w głowie, od pierwszego wejrzenia zakochuje się w przystojnym żołnierzu, Aleksandrze, jednakże miłość ta, choć odwzajemniona, napotka oczywiście tysiące przeszkód. A w tle wojna, najazd Niemców na Związek Radziecki, oblężenie Leningradu. 
Tę historyczną część, tę o oblężeniu i życiu Tatiany w udręczonym wojną Związku Radzieckim czytałam z prawdziwą przyjemnością (choć może nie jest to najszczęśliwsze określenie w stosunku do ogromu opisanych w książce dramatów, realistycznych i bardzo brutalnych scen przemocy i cierpienia, i nieziemskiego głodu, zimna, chorób, walki o przetrwanie w nieludzkich warunkach). Reszta mnie już nużyła, takie w kiepskim stylu napisane czytadło o miłosnych uniesieniach. Zaskoczyła mnie mnogość mocnych scen erotycznych, ale raczej na plus, bo dodała realizmu tej początkowo czysto platonicznej miłości Tatiany i Aleksandra.

Słaba książka, męczyłam ją cały miesiąc. Nie ciągnęło mnie do niej, nie kusiła. Były momenty bardzo wciągające (dzięki Bogu), uczciwie przyznaję, ale raczej nie sięgnę po kontynuację, zwłaszcza, że ani "Tatiany i Aleksandra", ani "Ogrodu letniego" nie posiadam w swoich książkowych zbiorach. Zerknę jednak na jakieś streszczenie dalszych losów Tatiany, bo ciekawość jest - nie tak duża jednak, by znów się męczyć przy lekturze, bo kiepski styl autorki i jej skłonność do dłużyzn dały mi się we znaki.

Tymczasem zajęłam się już czymś (mam nadzieję) zdecydowanie przyjemniejszym, swoim prezentem od męża z okazji Dnia Kobiet, który to prezent sama wybrałam w księgarni ;)


1 komentarz:

  1. O, więc nie ja jedna się rozczarowała? Cieszę się bardzo, bo tych zachwytów nijak zrozumieć nie mogę.

    A jeżeli masz ochotę na podobny cykl, tylko dużo ciekawszy i o wiele lepiej napisany, to polecam "Białą wilczycę" Theresy Revay.

    OdpowiedzUsuń