środa, 6 lutego 2013

Żniwo gniewu, Lucie Di Angeli-Ilovan

Boziu, co za książka! Obłędna. Fascynująca, porażająca. I już wiem na pewno, że znajdzie się w czołówce najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku, mimo że roku to dopiero początek.
Nie słyszałam o niej wcześniej, nie czytałam żadnych recenzji, sięgnęłam po "Żniwo gniewu" z polecenia...Teściowej. Tak, tak. Zadzwoniła do mnie: co u dzieci, co u nas, i że całą niedzielę spędziła na lekturze, że taką piękną powieść ma, z biblioteki, że płacze, jak to czyta, że się oderwać nie można, że zajada właśnie bezy z konfiturą i pije herbatę z rumem, i czyta, nieprzerwanie. Więc zaintrygowana pomyślałam, że najpierw zajrzę do sieci, co to takiego, ta książka. Recenzje pozytywne, sms do Teściowej z prośbą o pożyczkę, no i już przeczytałam i ja. Szkoda, że tak szybko. Bo już mi brakuje Kaszmiry, Maruszki, Magdaleny. Cudowna, przepiękna i przerażająca historia, oparta na faktach, na prawdziwych wydarzeniach z życia autorki, jak podają na okładce. Musicie przeczytać. Naprawdę warto.



Powinnam częściej dzwonić do matki (s.7) . Czyż to nie cudowny początek? Takie pierwsze zdanie? Dla mnie najważniejsze w książkach jest zawsze pierwsze zdanie (lub zdań kilka) - po nim zwykle przeczuwam, czy dobrze trafiłam, czy się odnajdę w danej historii, czy mnie zafrapuje, zaciekawi, czy do mnie przemówi. Przemówiło (bo ja też powinnam częściej dzwonić do matki). I przepadłam w tej książce na cztery wieczory. CUDOWNA.

To powieść dla tych, którzy tak jak ja kochają sagi rodzinne, oraz dla tych, których interesuje okres najbardziej burzliwy w naszych dziejach, okres II wojny światowej.
Dwie siostry, Kaszmira i Maruszka, pochodzące z Kresów, doświadczają gorzkiego losu wojennych wdów, i z dwójką maleńkich dzieci rozpoczynają swą tułaczkę: od kresowych miasteczek i okupacji sowieckiej, przez wsie i napotkanych w lasach partyzantów, po przymusową pracę na folwarku niemieckiego arystokraty i osadnictwo na Ziemiach Odzyskanych (z okładki).
Ich historię, pełną nieprawdopodobnych wydarzeń, przemocy, okrucieństwa, gwałtów, ale i przepotężnej doskonałej miłości, spisuje Magdalena, córka jednej z kobiet. Na podstawie notatek, dzienników, zdjęć znalezionych w starym kartonowym pudle tworzy swoją powieść.
Historie te toczą się równolegle: czytamy o tym, co aktualnie porabia Magdalena, czytamy też jej e-maile, zamiennie z jej piórem spisaną historią Kaszmiry i Maruszki. Fascynujące. Czyta się to zachłannie, z przejęciem.

Dość powiedzieć, że co i rusz łzawiły mi oczy ze wzruszenia, że z mężem rozpętaliśmy jednego wieczoru dyskusję o tym, co słyszeliśmy o czasach wojny od naszych dziadków. To niezmiernie poruszająca książka, nikogo nie pozostawi obojętnym, a żadne moje słowa i tak nie oddadzą jej zawartości. Wciąż pozostaję pod jej wrażeniem. I muszę częściej dzwonić do matki, do babć. Niech coś jeszcze od nich usłyszę, niech opowiedzą, jak wtedy było.

Polecam.

4 komentarze:

  1. zaczytana2 (Magda)7 lutego 2013 00:27

    No nieee, po co ja do Ciebie zaglądałam? No po co się pytam? Mało mam książek do przeczytania?!!! No nieeee....
    Hmm, muszł sobie skombinować egzemplarz... ciężkie jest życie mola książkowego...oj, ciężkie

    Serdeczności :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, ze zajrzałaś :) Ja tam się cieszę ;) Poszukaj tej książki, warto :)

      Usuń
  2. Też czytałam (mam na półce i polecam koleżankom...) i podobało mi się. Może powieść ta nie zachwyciła mnie aż tak bardzo, jak Ciebie ale czytałam ją z przyjemnością.
    Miło, że zostawiłaś komentarz na moim blogu - dzięki temu trafiłam do Ciebie i mój instynkt blogerski podpowiada mi, że to początek nowej znajomości :) Wydaje mi się, że gustujemy w podobnych książkach, więc ciekawa jestem Twoich recenzji. Będę zaglądać regularnie :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i bardzo mi miło :) Również pozdrawiam :)

      Usuń