piątek, 1 lutego 2013

Cukiernia pod Amorem, tom I i II, Małgorzata Gutowska - Adamczyk

Być żoną cukiernika i nie zajrzeć do "Cukierni pod Amorem"? Toż to nie uchodzi. Mimo to...
Przypuszczam, że nie sięgnęłabym po te książki nigdy. Mierziła mnie swego czasu ich popularność na blogach, mierziła częstotliwość ukazywania się ich recenzji (nic, że głównie entuzjastycznych i pełnych zachwytu), także nachalna promocja w księgarniach równie skutecznie zniechęcała. Nie sięgnęłabym, naprawdę.
Musiał zatem nastąpić taki dzień, jak ten w zeszłym roku, dzień wczesnojesienny, kiedy stwierdziłam, że koniecznie muszę coś przeczytać i to koniecznie nie z własnej półki. Znacie to uczucie? Regał ugina się pod ciężarem nieprzeczytanych książek, z których żadna nie jest tą, na jaką akurat mielibyście ochotę. 
Więc co? Więc księgarnia. Znajomy tytuł, już bez złych skojarzeń, bo fala największej popularności "Cukierni..." dawno już minęła, obłędna cena 14,90 wydania kieszonkowego. Wzięłam i przepadłam.




Cóż to jest za saga, z jakim rozmachem napisana, jakim cudownym piórem!
Historia, która toczy się równolegle w czasach współczesnych i wcześniej, począwszy od schyłku XIX wieku. Uwaga: wciąga!

Nie sposób ująć w słowa całej akcji - nie pozwala na to mnogość wątków i liczba bohaterów. Ta część "Cukierni", która toczy się tu i teraz (gwoli ścisłości: w 1995 roku), dotyczy głównie tajemniczego znaleziska w Gutowie, które ściśle wiąże się z rodzinną tajemnicą Hryciów - obecnych właścicieli tytułowej cukierni. Iga, zaintrygowana wnuczka właścicielki, podejmuje się rozwikłania zagadki i poznaje dzieje swojej rodziny. I dzieją się dzieje... W pierwszym tomie począwszy od schyłku XIX wieku (i ta część jest moją absolutną faworytką), w tomie drugim już I wojna światowa i dwudziestolecie międzywojenne. Śledzimy losy nietuzinkowych kobiet, historię wielkich namiętności, żądz, niechcianych ciąż, zdrad, wielkich miłości, rodzinnych upadków i wzlotów, a w tle Wielka Historia ( w tomie II tej historii aż za dużo, niekiedy czułam się jak w szkolnej ławie na przydługim wykładzie), wszystko podane w sposób przystępny, lekki, niesamowicie wciągający.

"Zajezierskich" czytałam z zapartym tchem i natychmiast sięgnęłam po kontynuację, ale "Cieślakowie" odrobinę rozczarowali. Nie znaczy to, że nie sięgnę po tom III - po prawdzie, już strasznie tęsknię za bohaterami, których sylwetki przedstawiła autorka w sposób bardzo wiarygodny. Każda postać ma swoją własną opowieść i żadna nie została przez pisarkę potraktowana po macoszemu. Jednych lubimy, za innymi nie przepadamy - dokładnie tak, jak w życiu. I tak jak w życiu - koleje ich losów są kręte i nieodgadnione - czytamy więc zachłannie, chcąc wiedzieć, co dalej. A Małgorzata Gutowska-Adamczyk ma niebywały talent do pozostawiania czytelnika w niepewności: przerywa opowieść w kulminacyjnych momentach, i wraca do niej po kilku rozdziałach. Nie da się tak po prostu przerwać lektury. No nie da się.

Uwielbiam taką nielinearność akcji, retrospekcje, wszelakie skoki czasowe. Fabuła jest pocięta, poszatkowana jak puzzle, odwiedzamy raz jednych bohaterów, raz poznajemy drugich, wracamy do pierwszych... Cudownie. Mimo początkowego zagubienia (czyli potocznie: WTF?), łatwo odnaleźć się w genealogicznym drzewie Zajezierskich, Cieślaków, Hryciów.

Książki te polecałabym absolutnie wszystkim: i młodszym i starszym czytelnikom, mój egzemplarz "Zajezierskich" (dla przykładu) już powędrował do Teściowej z zapewnieniem: "na pewno się mamie spodoba" :)
"Cukiernia pod Amorem" znakomicie oddziałuje na wyobraźnię, ja wciąż mam przed oczami niektóre sceny, jak ta pamiętna w klasztorze kwietanek, i niektórych bohaterów, jak znachorka Zuzanna Blatko, pamiętam wiele nazwisk i wciąż czuję te same emocje, mimo że od lektury minęło parę miesięcy. I cieszę się, że tom III  wciąż przede mną, że to nie koniec mojej przygody w Gutowie.


2 komentarze:

  1. zaczytana2 (Magda)1 lutego 2013 05:33

    Mam wrażenie, że zajrzałaś do mojej głowy i ubrałaś w idealnie dobrane słowa moje myśli..... Zgadzam się z tobą w 200%. Już nie mogę się doczekać się mojego wyjazdu do Wrocka bo czeka tam na mnie gwiazdkowy prezent :D czyli nowa książka Pani Małgorzaty „Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich”. Jak to miło będzie znowu spotkać się z bohaterami których dobrze znam :). Miłego i spokojnego weekendu Ci życzę

    P.S. U mnie dalej brak chęci do czytania :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli z Wrocławia przywieziesz mnóstwo smakowitości :) I może wtedy zapał do czytania powróci, czego bardzo Ci życzę (choć mam cichą nadzieję, że może i ja się do tego przyczynię :) ) No i wzajemnie, z tym weekendem :) Niech będzie fantastyczny :)

    OdpowiedzUsuń