wtorek, 29 stycznia 2013

Ostatni ślad, Charlotte Link


Och. To już jak jazda bez trzymanki, ta opowieść. I już na wstępie i ze wszech miar polecam. 


Elaine Dawson z powodu odwołanego lotu do Gibraltaru przyjmuje zaproszenie nieznajomego i udaje się wraz z nim do jego domu. Od tej pory znika po niej wszelki ślad. Po pięciu latach jej koleżanka - dziennikarka, na której wesele wybierała się wówczas Elaine, zaczyna pisać cykl artykułów o ludziach zaginionych - odżywają wspomnienia, a Rosanna natrafia na pewien ślad ... W tym samym czasie Londynem wstrząsa seria makabrycznych zbrodni popełnionych na młodych kobietach.

Jak to u Link: dzieje się. I wszyscy jesteśmy podejrzani. I nie wiadomo już, komu zaufać, i który bohater jest tym dobrym, a który sieje zamęt. Historia jest emocjonująca, pełna zwodniczych tropów i wielowątkowa, bo oprócz głównego, napędzającego akcję wątku tajemniczego zniknięcia Elaine, poznajemy historię każdego z bohaterów, a wśród nich jest na przykład wspomniana już Rosanna, nieszczęśliwa w małżeństwie i wikłająca się w romans, jej zagubiony pasierb, który postanawia odnaleźć własną matkę, brat zaginionej Elaine, niepełnosprawny i rozgoryczony Geoff, który nie potrafi pogodzić się z własnym kalectwem,  wreszcie: wiele innych postaci, których losy poznajemy z różnych perspektyw i chcąc nie chcąc - przeżywamy, jak własne. 

W tej powieści odnajdziemy wszystko, co charakterystyczne dla prozy Charlotte Link - bardzo wiarygodne portrety psychologiczne, fascynujący wątek kryminalny, Londyn i angielską prowincję (przedstawione niezwykle obrazowo) oraz mnogość wątków, z których każdy jest niezmiernie interesujący. Link nie daje nam chwili wytchnienia - "Ostatni ślad" to książka z gatunku samoczytających się - nerwowo kartka za kartką, bo chce się wiedzieć, co dalej. 
Doskonała rozrywka i świetna lektura na długie i ciche zimowe wieczory spędzane w fotelu. Takie wieczory z czekoladowymi muffinkami o śliwkowym wnętrzu i dzbankiem herbaty z cytryną. Prawda, że brzmi kusząco?

czwartek, 24 stycznia 2013

Przerwane milczenie, Charlotte Link

Na początku był "Dom sióstr" (który do dziś wspominam jako jedną z najulubieńszych książek), zaraz potem "Echo winy"(napisane w zupełnie innym stylu, lecz wciąż zdumiewająco świetne), nieco później "Czas burz" (genialna saga, na wzór "Domu sióstr", porywająca i niestety do dziś nie wznowiona i nie do zdobycia). 
W 2010 roku na fali zachwytu twórczością Charlotte Link nabyłam "Przerwane milczenie" i "Ostatni ślad":

I tak czekały na półce.
Ponad dwa lata. Aż wreszcie zatęskniłam. Aż (niemal jednocześnie, niemal cudownym zrządzeniem losu)  natrafiłam na Karolkę, która tak napisała o "Drugim dziecku" Charlotte Link (o tutaj) , że momentalnie sięgnęłam po zalegające na regale powieści tej autorki. Wyboru dużego nie miałam. Padło na "Przerwane milczenie".
  


Będę szczera: było to moje drugie podejście do tej książki. Już kiedyś (ale kiedy - nie pomnę) zdobyłam się na to, by zdjąć ją z półki, już nawet pierwszych 30-50 stron przeczytałam, ale nie był to najwyraźniej dobry dzień na Charlotte Link. Odłożyłam. Myślę, że nawet znudzona - odłożyłam.
Ale teraz... teraz dałam się porwać. Chociaż porwać, to za dużo i za mocno powiedziane. Raczej... uległam czarowi tej niespiesznej opowieści, bo według mnie "Przerwane milczenie" to najbardziej statyczna powieść Link ze wszystkich dotąd przeze mnie przeczytanych.

A zatem Stanbury. Idylliczna maleńka wioska gdzieś w Anglii, niedaleko Haworth, rodzinnej miejscowości sióstr Bronte. Stanbury wiosną, gdy rozkwitają żonkile i zielenieją drzewa. Łąki i doliny, cisza i spokój. Ferie wielkanocne, które jak zawsze spędzają razem trzej przyjaciele z lat młodzieńczych wraz z rodzinami. Właścicielką posiadłości w Stanbury jest Patricia, apodyktyczna perfekcjonistka, która na ferie przyjechała z mężem i dwiema córeczkami, a wśród ich gości znalazł się jak zawsze Tom - psycholog wraz z żoną: otyłą i przeważnie w depresyjnym nastroju Evelin, a także naukowiec Aleksander wraz z córką Ricardą z pierwszego małżeństwa i świeżo poślubioną młodą żoną: Jessicą. Hermetyczne środowisko, którego dojrzewająca, zbuntowana nastolatka Ricarda nie znosi, i w którym nie potrafi się odnaleźć nowa w tej grupie Jessica. Ich pozorny spokój (gdyż wewnątrz grupy stale dochodzi do spięć i nieustannie iskrzy) zakłóca przyjazd niejakiego Philipa Bowena, który podaje się za krewnego Patricii i rości sobie prawo do posiadłości Stanbury.
Ale to nie wszystko: w Stanbury dochodzi do makabrycznej zbrodni. Co się właściwie stało i kto jest sprawcą? Hmm. Charlotte Link jak zwykle wodzi czytelnika za nos i myli tropy.

Tym, co najbardziej cenię w powieściach tej autorki nie jest z pewnością wątek kryminalny - i ci, którzy spodziewają się mega adrenaliny mogą spokojnie odpuścić sobie lekturę. Owszem, mylenie tropów, żmudne dochodzenie - wszystko to jest ekscytujące, ale jednak nie najważniejsze. Powieści Link, w tym "Przerwane milczenie" to raczej książki obyczajowo- psychologiczne z wątkiem kryminalnym. Urzeka mnie sposób, w jaki Niemka opisuje Anglię - przeczytałam gdzieś, że Charlotte Link jest bardziej brytyjska od wielu brytyjskich pisarek. Urzeka mnie klimat jej powieści, niby spokojny, a jednak tak bardzo niepokojący. A przede wszystkim: rys psychologiczny opisywanych przez nią postaci. Tutaj każdy bohater ma prawo głosu, ma prawo do swojej własnej historii, opowiadanej z wielu perspektyw, dzięki czemu poznajemy motywy działania wszystkich postaci przewijających się przez powieść. Mimo wielości bohaterów, Charlotte Link pochyla się czule nad każdym, a my decydujemy, kogo lubić, komu zaufać, kogo podejrzewać. I nie zawsze nasze wybory są słuszne.

"Przerwane milczenie" to dobra książka, lecz, trzeba przyznać, nie wstrząsająco dobra - nie polecałabym nikomu na początek znajomości z Charlotte Link, to rzecz raczej dla amatorów jej pisania. Chociaż ostatnie rozdziały pochłania się jednym tchem (bo kto zabił? kto zabił?), to jednak jest to, jak już wspomniałam, niespieszna i statyczna opowieść. Nieobiektywnie, jako fanka twórczości Link - polecam wszystkim.

Mnie nie udało się odgadnąć kim jest morderca.
A czy uda się Wam?

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Re

Więc reaktywujmy, bo czytam. Bo moja córka 30 stycznia skończy 3 miesiące. Bo regularnie błądzę po książkowych blogach i korci, znów korci, by dzielić się wrażeniami, opowiadać, opisywać, dyskutować. Bo między ciągłym, niekończącym się praniem, prasowaniem, gotowaniem, wycieraniem kurzu, przewijaniem i zabawianiem chciałabym wreszcie znaleźć ujście dla doznań duchowych. Mało teraz oglądam, ale na czytanie nadal znajduję czas - i na lekturę poświęcam każdą luźną chwilę. Może nie tak szybko i intensywnie jak niegdyś - ale czytam, i wciąż potrafię się w książkach zatracić.
Brawo, Aerien. Brawo.

...

Nie byłam skrupulatna i nie odnotowywałam przeczytanych tytułów w 2012 - moje postanowienie to zrobić dokładną listę, odtworzyć w pamięci i opublikować, by nie uległy zapomnieniu. Ale już teraz z całą stanowczością napisać mogę, że książką roku 2012 została dla mnie powieść Ann Marie-MacDonald "Zapach cedru".

...


W styczniu 2013 przeczytałam jak dotąd "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator (niezwykła!) oraz "Ostatni ślad" Charlotte Link, który tak zaostrzył mój apetyt na powrót do książek tej autorki (bez wahania napiszę: ulubionej), że aktualnie pochłaniam jej najnowszą powieść "Obserwator". I z pewnością chciałabym wkrótce poświęcić Charlotte Link osobny wpis, pełen piania z zachwytu nad jej twórczością. I z pewnym odkryciem, którego ku swemu zdumieniu i wielkiej radości dokonałam czytając "Obserwatora".


...

Stale poszerzam na blogu swoją linkarnię (do wszystkich zaglądam z zachwytem i entuzjazmem), a do aktualnie najczęściej odwiedzanych przeze mnie blogów i tych, które przyczyniły się najbardziej do mojego pomysłu na reaktywację wirtualnego zeszytu należą teraz: marpil  (nic nowego, bo jej pisanie zachwyca mnie od lat), evita (bo czyta tak dużo i tak dobrze pisze!) i Karolka (bo jest inspirująca i przesympatycznie recenzuje książki, bo uwielbia - jak ja - Charlotte Link). Nieustannie wyglądam powrotu Nety (czyż nie jest to motywujące, kochana, tak wywołaną zostać do tablicy?). 

...

Tyle mnie tu nie było, tyle chcę opowiedzieć, tylko... od czego zacząć?