sobota, 25 kwietnia 2009

Żeby nie było

Nie umarłam. Nie porzuciłam bloxa. Nie zaprzestałam czytania.
Przez blisko dwa tygodnie prowadziłam "Nowe życie" z Pamukiem, skutecznie omijałam księgarnie, powodowana prywatnym kryzysem ekonomicznym, z tegoż względu zbojkotowałam Światowy Dzień Książki, z biblioteki, na pociechę, wypożyczyłam "Płaczącą Zuzannę" Kimchi, "Biegunów" Tokarczuk, przedłużyłam termin zwrotu "Domu Augusty" Axelsson. A dzisiaj, przed paroma minutami, podczas cowieczornej kontroli nowych wpisów u zaprzyjaźnionych moli książkowych dowiedziałam się, że oto... wygrałam!! Toskania, Umbria i okolice. Przewodnik subiektywny. O rany, Inblanco, dziękuję!!! Jak to mówią na Zachodzie - you made my day!! Tego wieczoru, możecie być pewni, czuję się przeszczęśliwa. Tak już dawno nie nabyłam żadnej nowej książki (bo nie liczę kolejnych pozycji Klasyki Romansu, które co 2 tygodnie kupuję), tak zazdrośnie spoglądam na pokaźne stosiki na książkowych blogach, tak żałuję, że nie stałam w empikowskiej kolejce i nagle los się do mnie uśmiechnął!!! Szczęśliwa ja.
Jutro 10 godzin w pracy, w niedzielę 8, może jeszcze w weekend napiszę o Pamukowym "Nowym życiu", "Ostatecznym wyjściu" Kirino i 'Tajemnicy rodu Hegartych" Enright. A dzisiaj po prostu będę się cieszyć i sprawdzę, dlaczego Zuzanna tak płacze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz