wtorek, 19 stycznia 2010

Wyjście z Egiptu, Andre Aciman




Przeczytajcie. To fantastyczna, pełna ciepła, budująca saga rodzinna, wypełniona po brzegi temperamentnymi Żydami poszukującymi własnej narodowej tożsamości, niesionymi przez życie (i bieg historii) z miejsca na miejsce, osiadłymi na dłuższy czas w Egipcie. To głównie nad tym okresem czule pochyla się Autor - Egipt okazał się dla niego i jego rodziny najważniejszym miejscem.

Ile w tej powieści wątków biograficznych, ile prawdy - nie zamierzam dociekać. Dla mnie wszyscy bohaterowie sagi są prawdziwi, autentyczni, przekonujący - i wierzę, że istnieli. To oni stanowią wielką siłę tej powieści - z ich słabostkami, przywarami, urokliwą kłótliwością. Niezwykle sugestywni i zapadający w pamięć, jak wojowniczy wuj Wili czy dumna, głuchoniema matka narratora. Żadna z postaci nie wydaje się sztuczna i na siłę wybielana. Aciman nie ukrywa na przykład jak kruchy był związek jego rodziców; nie idealizuje ojca, tylko pisze wprost o jego rozwiązłości i nieuczciwości względem żony.

Historia, którą snuje Aciman raz toczy się niespiesznie, prawie sennie, raz mknie - jak to w życiu, ale nie sposób się w niej pogubić - postaci i miejsca odmalowane są wzorowo, każde ma swoje charakterystyczne cechy, trudne do przeoczenia. Powieść jest odbiciem lat dziecięcych Autora, zbiorem jego wspomnień - tych z czasów wojny, ale przede wszystkim: wspomnień z kolejnych zwyczajnych dni spędzonych w rodzinnym gronie, zapisem niegdysiejszej codzienności i ówczesnych spostrzeżeń Acimana. Obserwujemy zatem walkę dwóch diametralnie różnych babć, które walczą zaciekle o miłość wnuka, oglądamy sceny z zakupów na aleksandryjskim targu, tradycyjną szkołę z piekła rodem, w której uczył się nasz narrator, rodzinne wyprawy na plażę i kolejkę w sklepie mięsnym, a także wspólne wieczorne czuwanie przy zgaszonym świetle, gdy w latach wojny ogłaszano alarm.
Sceny z życia, po prostu, a w tle tętniąca życiem i ciepłem Aleksandria. Taka, jaką zapamiętał i ukochał Autor. I która uwodzi także czytelnika.

Warto się wybrać w podróż do Egiptu w tak barwnym i wspaniałym towarzystwie. Nie baczcie przy tym na melancholijną (ja bym powiedziała: odpychającą) okładkę, drobny druk i kilka (ale naprawdę tylko kilka) pierwszych stron, z których nic początkowo nie wynika, bo Autor nie zastosował żadnego wprowadzenia, tylko od razu rzuca nas w wir wydarzeń. Nie baczcie na tych kilka drobnych wad i dajcie się porwać czarowi tej książki.

Warto, warto na pewno. To opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, własnego miejsca w życiu i o sile rodzinnych więzi. Bardzo dobra książka, sprawnie napisana, pełna przekonujących postaci, do których nie sposób się nie przywiązać. Nie zawiedziecie się. A potem, już w swoich recenzjach, użyjecie (zupełnie jak ja) wielu ciepłych słów: bo o takiej powieści, jak "Wyjście z Egiptu", nie można inaczej, niż ciepło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz