poniedziałek, 23 lutego 2009

Trzynasta opowieść, Diane Setterfield

Ciekawi Was może, jak spędziłam kilka ostatnich wieczorów?
"Już czas. Krzątałam się pospiesznie. W łazience umyłam mydłem twarz i wyczyściłam zęby. Za trzy minuty ósma byłam już w nocnej koszuli i w kapciach, czekając, aż zagotuje się woda w czajniku. Szybciej, szybciej. Za minutę ósma. Butelka z gorącą wodą gotowa. Nalałam sobie też szklankę wody z kranu. Byle nie tracić czasu. Bo o ósmej kończył się świat. Nadchodziła pora czytania" [1].
Mniej więcej tak to się odbywało. O ósmej kończył się świat, zaczynała "Trzynasta opowieść".
Ech, "Trzynasta opowieść". Cóż za cudowne czytadło, fascynująca historia, mroczna i pełna ciepła zarazem! Właśnie tego potrzebowałam - zanurzyć się w zwykłej powieści, pogryzać kanapki z serem, malinowo-jagodowy kisiel, wreszcie jabłko; parzyć kawę za kawą, otulić się kocem i nasiąkać czytaniem.
Diane Setterfield, Autorka, wg krótkiej noty na okładce "czterdziestokilkuletnia nauczycielka akademicka, wykładająca XX-wieczną literaturę francuską" [2], a w moim przeczuciu także niepoprawny mól książkowy, wiedziała, jak mnie podejść, jak mnie uwieść: antykwariat. Zapach książek, szelest stron. "Książki, książki, ciągle książki" [3]. I narratorka powieści, Margaret Lea, pracownica antykwariatu, którego właścicielem jest jej ojciec, biografistka-amatorka, samotnica, "która bardziej kocha książki, niż ludzi" [4]. I Vida Winter, tajemnicza, ekscentryczna i uwielbiana przez czytelników pisarka: "pięćdziesiąt sześć książek wydanych w ciągu pięćdziesięciu sześciu lat; przetłumaczono je na czterdzieści dziewięć języków" [5]. Losy obu pań, tak przecież różne (czy na pewno? Wszak obie skrywają przed światem mroczne sekrety), splatają się. Oto pisarka, będąca u kresu drogi zwanej życiem, decyduje się na spisanie własnej biografii rękoma Margaret Lea. Spotkanie kobiet przenosi nas z pachnącego kurzem i czytaniem antykwariatu do surowej i cichej posesji Vidy Winter, a także do Angelfield, starej i mrocznej, pełnej tajemnic posiadłości.
Książka skonstruowana cudownie, z wyraźnym podziałem na wstęp, rozwinięcie, zakończenie, pełna retrospekcji, zamyśleń nad ludzką naturą, potrzebą samotności i potrzebą współdziałania, nad wpływem więzów krwi, które determinują nasze życie; przepełniona umiejętnie budowanym napięciem i atmosferą niezwykłości. Wrzosowiska, tajemnicze głosy, szelest papieru, kurz, wreszcie duchy... czyż w takiej książce, w dodatku sprawnie napisanej, nie można się zatracić? Ja w każdym razie czytałam z ogromną przyjemnością. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników książek! A zadanie domowe dla mnie: "Dziwne losy Jane Eyre", bo tytuł ten przewija się nieustannie na kartach "Trzynastej opowieści".
[1] Diane Setterfield, Trzynasta opowieść, przeł. Barbara Przybyłowska, wyd. AMBER, Warszawa 2006, s. 27.
[2] Tamże, tekst z okładki
[3] Tamże, s. 19.
[4] Tamże, tekst z okładki
[5] Tamże, s. 14.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz