piątek, 21 maja 2010

Terapia, Śmierć ma 143 cm wzrostu, Sebastian Fitzek




Wpadłam po uszy. ZaFitzkowanam. 
Podziękowania należą się przede wszystkim Mary, bo to z jej bloga dowiedziałam się o istnieniu Fitzka. Dziękuję także Annie, której recenzje kolejnych książek tego autora tylko zaostrzały mój apetyt. Bo "Terapię" i "Śmierć" nabyłam już wieki temu, bardzo okazyjnie, na Allegro. Jakże żałuję, że tak długo czekały na moje czytelnicze zmiłowanie...

Tymczasem z góry przepraszam, jeśli ta zbiorowa recenzja (zbiorowa, co by nie słodzić Fitzkowi podwójnie) okaże się mało przekonująca i dość chaotyczna. To dlatego, że: a) wyszłam z wprawy w pisaniu recenzji - ostatnią popełniłam blisko 2 miesiące temu (moja wina, moja wina), b) powieści, o których za chwilę napiszę, zachwyciły mnie niemożliwie i obawiam się, że nie jestem w stanie tego wyrazić.

Książki genialne w swym gatunku.
Zakończenie "Terapii" przeczułam wprawdzie już po pierwszych 48 stronach (z 286), co w przypadku thrillera psychologicznego z elementami kryminału (lub też na odwrót) powinno w zasadzie popsuć całą przyjemność z lektury, a mimo to: czytałam dalej, napięta i czujna jak kot. Fitzek w mistrzowski sposób igra z czytelnikiem: udało mu się (po wielokroć) zbić mnie z od początku właściwego tropu. Rozdziały w jego książkach są króciutkie, ale niemal każdy kończy się tak jak dobra telenowela: w kluczowym momencie. Książki nie sposób odłożyć.
"Śmierć ma 143 cm" podobała mi się jeszcze bardziej. To trzecia napisana przez Fitzka powieść i nie można nie zauważyć, jak bardzo się rozwinął jako pisarz: bohaterowie są dużo bardziej wiarygodni, przeżywałam ich losy do trzeciej nad ranem (!), nie mogąc oderwać się od lektury. Ach, no i nie przewidziałam takiego rozwoju akcji. Znakomicie, mistrzowsko napisany thriller: było i dowcipnie, i straszno, i wzruszająco, i nawet magicznie.

Obie książki są absolutnie godne polecenia: a) miłośnikom mocnych wrażeń, nieoczekiwanych (!) i przelicznych (!) zwrotów akcji, b) spragnionym interesującej fabuły i budzących sympatię bohaterów, c) czytelnikom, którzy najzwyczajniej w świecie pragną zapamiętać się w lekturze. Fitzek jest dla Was stworzony!
Lojalnie jednak ostrzegam: lektura jego książek grozi uzależnieniem. Ja już odkładam grosiki na "Makabryczną grę" i "Klinikę". A 2 czerwca - premiera najnowszej powieści Fitzka pt. "Odłamek". Jakżeż się cieszę! Dzięki tym książkom wróciła moja radość czytania i chęć natychmiastowego powrotu do czytelniczej blogosfery, co by głosić dobrą nowinę: dobre thrillery psychologiczne wciąż powstają. I to nie tylko w Japonii (mam na myśli Natsuo Kirino), ale i u naszych sąsiadów, w Niemczech.

Na zakończenie: króciutkie noty wydawcy, bo sama nie chcę pisać o fabule, by niepotrzebnie nie zdradzić żadnych istotnych szczegółów.



"Nie ma świadków, nie ma żadnych śladów, nie ma zwłok. Dwunastoletnia córka znanego psychiatry Viktora Larenza znika w tajemniczych okolicznościach. Nic nie wiadomo o jej losie. Cztery lata później pogrążony w smutku Viktor zaszywa się w położonym na uboczu domku letniskowym na niewielkiej wyspie. Odnajduje go tam pewna piękna nieznajoma, którą dręczą obłąkańcze wizje. Pojawia się w nich mała dziewczynka, która znika bez śladu. Czy jej halucynacje mają coś wspólnego ze zniknięciem córki psychiatry? Viktor zgadza się poddać tajemniczą kobietę terapii, która stopniowo przekształca się w dramatyczne śledztwo".


"Robert Stern wygląda na człowieka sukcesu, ale w rzeczywistości nie potrafi otrząsnąć się po tragicznej śmierci swojego dziecka Feliksa. Pogrążony w żałobie Stern spotyka ciężko chorego dziesięciolatka Simona, który twierdzi, że w poprzednim wcieleniu był seryjnym mordercą. Chłopiec doprowadza Roberta do zwłok. Daje mu też do zrozumienia, że jego syn żyje. Zrozpaczony ojciec zostaje wciągnięty w perfidną grę. Szantażysta zmusi go do odszukania prawdziwego mordercy kolejnych ofiar".


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz