poniedziałek, 16 lutego 2009

Szczelina, Doris Lessing

Fascynująca opowieść!
Właśnie tak: opowieść, legenda-nie-legenda, mit-nie-mit, historia z ust do ust, zasłyszana, przekazywana pokoleniom, spisana i zorganizowana ostatecznie przez starożytnego Rzymianina, któremu Doris Lessing oddaje w "Szczelinie" głos. Lecz cóż to za opowieść, cóż to za Lessing, Autorka przewszechstronna, o stu dwunastu twarzach! Kiedym już myślała, że oto, po przeczytaniu 3 powieści Lessing, oto odnalazłam kod do jej pisarskiego szyfru - wpadłam w "Szczelinę", i kajam się, i chylę głowę, Lessing jest absolutnie niesamowita, co dotąd przeczuwałam, oczywiście, a teraz już wiem na pewno.
Do "Szczeliny" podchodziłam trochę jak do jeża.  Po "Lecie przed zmierzchem" musiałam odetchnąć Lewycką i Mehran, kupić kilka nowych książek, przygotować gorące kakao.
Pierwszych kilka stron i poczucie, że nie, nie podołam lekturze. Nie wiem, kto tu jest narratorem, kto snuje opowieść, a kto tylko wtrąca wtręty, jakieś absurdalne określenia płci żeńskiej i męskiej, obcinanie jąder, strach i zgroza, niezrozumiały fantastyczny bełkot. A potem, nie wiem sama kiedy, przepadłam na dwa czy trzy wieczory. I nagle rozumiem, wiem już, wiem, że...
Jestem Szczeliną, z innej Szczeliny zrodzoną. Rządzą nami fazy księżyca, zapładnia nas księżyc lub morska fala. Wylegujemy się na skałach i pływamy, rodzimy inne Szczeliny. Jesteśmy tu od zawsze, jedyne i samowystarczalne, choć nie musimy się nad tym zastanawiać, nie zastanawiamy się wcale. Po prostu: wylegujemy się na skałach i pływamy, rodzimy inne Szczeliny...
"Mówimy też o sennej niezmienności, o egzystencji podobnej do życia ryb, które przypływy i odpływy wyrzucają na brzeg i znowu zabierają w głąb morza, a wszystko to w odpowiedzi na zmiany faz księżyca. I nagle zdarzyła się prawdziwa zmiana, zmiana zasadnicza - narodziny zdeformowanych dzieci, Tryskaczy, Potworów. Początek niepokojącego moralnego dyskomforu, niezadowolenia, frustracji - narodziny świadomości samych siebie i życia. Na razie dopiero początek, coś w rodzaju wzburzenia, jakie schwytana ryba czuje w kontakcie ze szturchającym ją patykiem" [1].
Dopiero niespodziewane narodziny osobników płci męskiej zmieniają bieg życia Szczelin i rozpoczyna się trwający po dziś dzień konflikt płci, wzajemne badanie się psycho-fizyczne,  wzajemne odkrywanie. Lessing piórem starożytnego Rzymianina opisuje rodzenie się stereotypów: kobieta - strażniczka domowego ogniska, mężczyzna -myśliwy, niespokojny duch, rodzenie się świadomości społecznej, poczucia indywidualności i przynależności, zaczątki budowania rodzinnych więzi. Autorce zarzuca się zwykle feministyczny sposób widzenia, ale ja odnajduję w "Szczelinie" zwykłą sympatię do mężczyzn, bez których ród kobiecy, Szczeliny, wyginąłby, po prostu. Mężczyźni i kobiety, tak różni i w budowie ciała, i w podejściu do życia, zależą od siebie nawzajem; różnice tworzą harmonię. Muszą nauczyć się, wciąż się uczą, współdziałać, bo "jest nas tak mało, tak łatwo umieramy..."[2]
Ale, jak widać, u Lessing to nie mężczyzna, a kobieta pojawia się pierwsza. Nie wiem, czy jako kobiecie, czy jako czytelnikowi, ale naprawdę podoba mi się ta "rewolucyjna teoria o pochodzniu człowieka -ironiczna, prowokacyjna, epicka, barwna". [3] Myślę, że warto się z nią zapoznać. Ja osobiście bardzo bym chciała, żeby to Lessing miała rację. Jej wizja jest co najmniej przkonująca.
Napisana swobodnie, niemal wyśpiewana i budząca czytelniczą ufność opowieść. Okrutna i bezwględna, jak to u Lessing bywa, momentami nie do zniesienia w bulwersujących opisach znęcania się Szczelin nad pierwszymi przdstawicielami płci męskiej. Pełna dosadnych słów i dzikiego seksu, ciągłej kopulacji Szczelin i Tryskaczy, pierwotnych, nieuświadamianych sobie jeszcze instynktów. A przy tym piękna. Historia, w której zanurzałam się jak Szczeliny w morskich falach. Bardzo, bardzo. Polecam.
[1] Doris Lessing, "Szczelina", tłum. Anna Dobrzańska-Gadowska, wyd. Świat Książki, Warszawa 2008, s. 42.
[2] Tamże, s. 178.
[3] Tamże, tekst z okładki
A zainteresowanym, acz niezdecydowanym, polecam dwie świetne recenzje i, dodam, dwie zupełnie różne recenzje. Z każdą z nich warto się zapoznać: na "tak" - recenzja matyldy , na "nie" recenzja Jarka . A dosłownie przed chwilą, z komentarza peek-a-boo (dzięki) dowiedziałam się o krytycznym nastawieniu do "Szczeliny" Kazimiery Szczuki . Też można przeczytać, ale do serca nie brać ;) Ot co.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz