sobota, 24 stycznia 2009

Stosik i czekolada

Teraz, z ustami pełnymi czekolady, z kubkiem gorącej kawy na biurku (drugim tego wieczoru, czwartym tego dnia), z upojną perspektywą nareszcie wolnego weekendu i jutrzejszego wyjazdu na łono natury, teraz właśnie mogę napisać, że oto w miniony czwartek, późnym popołudniem, w ulewnym deszczu, wybrałam się do pobliskiej biblioteki, skąd przytargałam taki oto stosik książek:
Jestem ogromną fanką stosików demonstrowanych dumnie na blogach i bloxach książkowych, choć sama talentu do fotografowania nie mam, niestety. Aparat też zawodzi ostatnio. Także niestety.
O Mankellu napisałam wczoraj, jestem w trakcie lektury "Zupy z granatów" (stąd ta moja buzia czekolady pełna - kto czytał, wie, że przy tej książce nie sposób nie jeść. Czegokolwiek.). Lessing, jak widać, sama pcha mi się w ręce przy okazji bibliotecznych łowów. A Lewycka, bo widziałam recenzję u zosik (http://lekturki.com).
Mimo to, z biblioteki wyszłam nieszczęśliwa. Tego dnia widziałam na półkach niemal wszystko, co chciałabym zabrać ze sobą, co chciałabym przeczytać, a potem zrecenzować. Nieszczęsne, nieszczęsne limity biblioteczne. A do następnych wypożyczeń i rozkosznych dylematów "co wybrać" pozostało mi 3 i pół książki. Ech.
Poza tym nieustannie zachodzę w głowę: kiedy to wszystko przeczytam?? Jak ja nadrobię trzyletnią czytelniczą abstynencję, skoro pisarze coraz to więcej piszą, wydawcy coraz wydają, mole książkowe coraz to więcej blogują?? Czym mam się sugerować w doborze lektur? Uganiać się za nowościami, wracać do klasyki, zdać się na własną intuicję? Narazie w pełni ufam podglądanym w sieci molom książkowym. I nie zawodzę się.
Jestem też, bądźmy otwarci i szczerzy, przerażona swoją własną niepamięcią. Dziesiątki przeczytanych książek, o których mam tylko mgliste wspomnienie, których nie potrafię opowiedzieć, których nie oceniam na biblionetce, pełna nieufności i niewiary, że oto będę obiektywna. Jak dobrze, że zdecydowałam się pisać tutaj, w ten prosty sposób porządkuję czytelnicze wspomnienia, żałować tylko mogę, że nie robiłam tego wcześniej, choćby w zwykłym, a nie: wirtualnym, zeszycie.
Juro jedziemy na wieś, zabieram "Zupę z granatów", choć pewnie nakarmią nas tradycyjnym tłustym rosołem z kury.
Bardzo ładnie tu pachnie kawą, bardzo słodka ta czekolada.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz