czwartek, 3 listopada 2011

Rok później

Rok później spędzam samotne przedpołudnie w pokoju synka.



Piję herbatę z cytryną, sms-uję z mężem i przeglądam w sieci ulubione niegdyś strony. Próbuję czytać. Naprawdę. Czytam listopadowy numer Glamour (bo załączyli kalendarzyk z Audrey Hepburn na okładce) i Szwaję, po raz pierwszy w życiu.

Rok później zastanawiam się, co u Was. I czy ktoś tu jeszcze za mną tęskni, czy ktoś tu jeszcze zechce mnie poczytać.
Namnożyło się, jak widzę, blogów książkowo-filmowych, rozrosło się grono czytających internautów, i tak naprawdę ten mój, ten jeszcze jeden, niezbędny nie jest. No i co.
Brakuje mi czytania i pisania. Wszystko inne już mam. Dlatego wracam.

Po roku od porzucenia bloga zmieniłam stan cywilny, adres zameldowania i zamieszkania, dowód osobisty, pracę. Zmieniło się wszystko. Przeczytałam dwie (sic!) książki (i były to, a niech mnie, dwie pierwsze części sagi autorstwa Stephanie Meyer), obejrzałam parę filmów.

Chce mi się o tym mówić i pisać. Że jestem bezbrzeżnie szczęśliwa, o rok starsza i mądrzejsza, że najbardziej nieprawdopodobne marzenia faktycznie mogą się spełniać. Że przedpołudniami piorę, nastawiam radio we własnej (!) kuchni, przeglądam prasę i sieć, gotuję (!), wychodzę do pracy, wracam do ciepłych, pachnących słodyczami objęć synka, wieczory spędzam przy lampce wina z własnym, najukochańszym na świecie mężem, rozmawiając, oglądając filmy, a we wtorki to koniecznie amerykańską edycję x-factor na fox life.

Stęskniłam się za blogiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz