piątek, 27 lutego 2009

Przypomnij sobie, Elina Hirvonen

"Jest coś takiego w słowach. We wprawnych rękach, zręcznie pokierowane, biorą cię w niewolę. Owijają się jak pajęczyna wokół członków, a kiedy już cię tak spętają, że nie możesz się ruszyć, przebijają ci skórę, wnikają w krew, paraliżują myśli" [1].
W tej powieści słowa są jak ptaki. Małe i szybkie, bardzo lotne, nim zdołam dostrzec ich cień, przysiadają mi lekko na ramieniu, by zaraz odfrunąć. Jeśli nie pozaklejam ich ostroróżowymi samoprzylepnymi karteczkami, znikną. Albo wydziobią mi oczy. Nie wiem, co gorsze.
Takie jest moje pierwsze wrażenie z lektury.
Albo nie. Drugie. Pierwszym była myśl, że na pewno przeczytam szybko, najpewniej poświęcę tej książce jeden cichy wieczór, bo niewielka objętościowo i z niemałym drukiem. Na pewno szybko.
Tymczasem nie, wcale nie. Tę powieść należy zażywać w małych dawkach, jak ohydne, gorzkie lekarstwo, po którym chce się wymiotować. Tak ja czytałam tę powieść. Tak do dziś o niej myślę.
"Przypomnij sobie" to swego rodzaju patchwork z miłości i bólu. Cierpią tu wszyscy: narratorka - Anna, jej brat Jonasz, jej mężczyzna - Ian. Cierpią postaci drugoplanowe: rodzice Anny, rodzice Iana. Cierpi czytelnik.
Elina Hirvonen to mistrzyni słowa: oszczędna i precyzyjna. Nie czytałam dotąd bardziej poruszających wyznań miłosnych, jak chociażby to:
"Ian poczerwieniał, a jego dłonie rysowały okręgi w powietrzu. Miał chude ręce, na nadgarstkach rosły mu czarne włoski. Zapragnęłam poczuć, jakie są w dotyku" [2].
"Przypomnij sobie" jest niesamowicie, niesłychanie spójną książką, choć zawiera w sobie całe pokłady chaosu. Akcja powieści toczy się niespiesznie. Jeden dzień w kawiarni. Anna czyta książkę. "Godziny" M. Cunninghama. Akcja powieści toczy się w ciągu tego jednego dnia, nad kawą, nad "Godzinami". Całą resztę, serce "Przypomnij sobie" stanowią myśli i wspomnienia Anny, za którymi podążamy. A myśli te są najzupełniej chaotyczne właśnie, cofamy się w czasie do Anny i Jonaszowego dzieciństwa, do młodości ich matki, przenosimy do Nowego Jorku wraz z Ianem, zanurzamy się w "teraz", czyli w związku Iana i Anny, w szpitalu psychiatrycznym, w którym przebywa Jonasz.
To takie obezwładniające, ta książka, to czytanie, to myślenie o niej.
"Wyciągamy języki, żeby powstrzymać elfy. Tata trzyma nas za ręce, a my wirujemy razem z płatkami, mamy zimne krople na językach i nagle, jestem tego pewna, zamiast płatka śniegu połykam gwiazdę" [3].
Brat Anny, Jonasz, ofiara domowej przemocy fizycznej (ojciec, który katuje, także był dzieckiem katowanym), trafia do szpitala psychiatrycznego ("O tym szpitalu na głos mogą mówić tylko ci, którzy nigdy nie mieli z nim nic wspólnego" [4]). Młodsza od Jonasza, niebita, lecz równie cierpiąca Anna, cierpiąca za niego i uwielbiająca brata, opiekująca się bratem, zakochuje się odtąd w podobnych Jonaszowi ofiarach, nieszczęśliwych mężczyznach ("Im bardziej ubłocony człowiek spał w moim łóżku, tym bardziej czułam się czysta" [5]). Annie przytrafia się Ian, którego historia jest równie smutna - jego ojciec jest ofiarą wojny, matka kobietą nieszczęśliwą, on sam dzieckiem szykanowanym w szkole. W życiu dorosłym doświadcza go 11 września w Nowym Jorku, choć nie ucierpiał on sam, ani jego bliscy. Mimo to wyprawia się do Finlandii, wyrażając swój sprzeciw wobec międzynarodowych gwałtów. Jednakże w Finlandii także nie może poczuć się komfortowo - jako Amerykanin, cierpi za swój naród, Europejczycy nie szczędzą mu ostrych słów, obwiniają o wojnę w Iraku. Na szczęście Ianowi przytrafia się Anna.
Powieść niezwykła, oszczędna, utkana z cierpienia i miłości. Długo pozostaje w pamięci, sam tytuł sugeruje, by stale sobie przypominać. O samotności, o nieszczęśliwych ludziach, o skutkach wielkiej polityki, o tym, co było, i o tym, co jest.
"Zamykam książkę i gładzę szorstką okładkę. Mam ochotę poprosić bohaterów powieści o wybaczenie" [6].
[1] Diane Setterfield, Trzynasta opowieść, przeł. Barbara Przybyłowska, wyd. AMBER, Warszawa 2006, s. 13.
[2] Elina Hirvonen, Przypomnij sobie, tłum. Iwona kosmowska, wyd. W.A.B., 2008, s. 12.
[3] Tamże, s. 87.
[4] Tamże, s. 60.
[5] Tamże, s. 89.
[6] Tamże, s. 15.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz