piątek, 19 marca 2010

Póki rekin śpi, Milena Agus




" - Trzeba zacisnąć zęby (...) - Przyzwyczaić się do przełykania gówna, bo, tak jak w obozach koncentracyjnych, tylko ci najtwardsi mają szansę przeżyć ". [1]

Uwielbiam takie książki!
Uwielbiam takie książki, co dla niektórych może zakrawać na swego rodzaju perwersję, zwłaszcza dla tych, którzy odżegnują się od książek dusznych, bolesnych i przygnębiających, tłumacząc, że świat sam w sobie jest wystarczająco brudny i podły, a oni w literaturze szukają raczej wytchnienia, i wcale nie potrzebują czytać o cudzych nieszczęściach, zwłaszcza, że mają pod dostatkiem własnych, a jeśli nie własnych, to tych z pierwszych stron gazet lub z wieczornych wydań telewizyjnych wiadomości.
A ja tymczasem lubuję się w książkach ponurych i gęstych: w książkach niepozornych, gdzie maksimum treści przekazują lakoniczne zdania, wystrzelone mimowolnie w czytelnika, takie zdania-pociski, które paraliżują nagle myśli i każą zgłębić temat i wyciągać własne wnioski z cudzych błędów. Dużo się uczę na książkach smutnych i mrocznych, otwierają mi oczy. Niosą mi też szczególną pociechę: tę słodko-gorzką świadomość, że oto inni mają gorzej, że znosić muszą dużo więcej złego, i że powinnam się cieszyć tym, co mam i doceniać to, co mam.
Dlatego jestem zdania, że właśnie takich książek trzeba przeczytać jak najwięcej, trzeba "przełykać to gówno", a nie przed nim uciekać. Woń najpiękniejszych perfum i tak nie zabije źródła smrodu, trzeba najpierw ubrudzić sobie ręce aż po same łokcie, a potem porządnie je umyć. Książki łagodne i szczęśliwe zakończenia, choć też jak najbardziej, uważam, potrzebne, i tak nie zmienią tego, co jest: ot, na chwilę uwolnią nas od okrucieństw realnego świata. Na chwilę.

"Przychodzi mi do głowy, że może w życiu istnieją inne możliwości, niż topić się w gównie, albo topić w nim innych, albo umrzeć (...). I chcę pobiec do ciotki i do brata, i powiedzieć im, że istnieje ten inny sposób". [2]

"Póki rekin śpi" uważam za książkę genialną, za swoje cudowne odkrycie (choć rzecz przybliżyła mi, co trzeba w tym miejscu zaznaczyć, świetna recenzja Nety), zbliżone do zeszłorocznego spotkania z Eliną Hirvonen. Obie książki są brudne i gorzkie, krótkie i treściwe, w obu podkreśliłam dziesiątki błyskotliwych uwag i ślicznie ulepionych zdań. Zazdraszczam Autorkom takiej umiejętności: zgrabnego łączenia słów, której efektem są kryształowe zdania, zdania - perełki, zdania - gotowe aforyzmy, które najchętniej wypisałbym sobie na ścianie, a jeśli już nie - to w sekretnym kajeciku i tutaj, na bloxie. Ech, co tu dużo mówić: tak napisane książki połykam jak rekin. Zachwycają mnie.

" - Jakie życie jest podłe! - On odrzekł, że nie jest ani wstrętne, ani piękne. Po prostu jest czymś, co musimy robić. - Więc róbmy!" [3]

W książce Mileny Agus narratorką jest 18-latka, która snuje opowieść o swej dość dziwacznej rodzinie (ale która rodzina nie jest dziwaczna?):
"W naszym domu każdy ma obsesję na jakimś punkcie: dla mamy to uroda, dla taty Ameryka Południowa, dla mojego brata doskonałość, a dla ciotki narzeczony.
Ja wymyślam opowieści, bo kiedy tutejszy świat mi się nie podoba, przenoszę się do mojego i bardzo mi tam dobrze". [4]
Ten fragment, takie ujęcie rodziny Sevilla Mendoza, brzmi dość nieszkodliwie, prawda? Wkrótce jednak dowiadujemy się więcej: matka jest zahukana i wszystkiego się boi ( "wydawała się wieszakiem na własne ubranie, tak bardzo nie chciała w tej chwili istnieć jako osoba " [5]), ojciec miewa kochanki, zaniedbuje rodzinę; brat nie potrafi walczyć z silniejszymi kolegami, więc obsesyjnie ćwiczy grę na fortepianie i stara się, jak matka, zajmować sobą jak najmniej miejsca na świecie, ciotka nie potrafi związać się z kimś na stałe, więc zmienia kochanków jak rękawiczki, a główna bohaterka trwa biernie w toksycznym związku z żonatym mężczyzną, gustującym w perwersyjnym seksie (bardzo perwersyjnym!!). Wszyscy są nieszczęśliwi, każdego coś tutaj uwiera i boli, żaden bohater nie może wyrwać się z tej tytułowej paszczy rekina, jaką jest smutne, przynoszące nieustanne rozczarowanie, życie.

Och, to rzeczywiście przygnębiająca książka, kilka razy odwracałam odeń wzrok, nie mogąc wytrzymać naporu wszechogarniającego, sugestywnie opisanego bólu, dwa razy oczy zaszły mi łzami, ale, cholera, warto! Koniecznie przeczytajcie!

Tymczasem ja zastanawiam się, co jest największą siłą tej niedługiej powieści. I chyba już wiem. Najbardziej boli czytelnika sposób opowiadania o wszelkich okropnościach trapiących rodzinę Sevilla Mendoza. Narratorka ma 18 lat, i wciąż można ją uznać za niedojrzałą i naiwną. Pisze lekko, prawie: lekkomyślnie, a ponura historia jej rodziny wydaje się jej zupełnie naturalna: godzi się na swój smutny los. I to jest najbardziej przygnębiające.

" - Nie chciałabyś przeżyć pięknej miłości?
- Pewnie. Ale to niemożliwe. Nikomu w mojej rodzinie się to nie udało.
- Mogłabyś jej poszukać. A nawet więcej, żądać jej. Dość już okruchów i tortur. Żądaj pięknej miłości ". [6]

Dużo tu rozważań o naturze miłości, o Bogu. Czy jest, czy istnieje, jak się objawia: miłość i Bóg. Mowa też o tym, czy nasze losy determinuje pochodzenie i bieg historii, i geny. I czy można się wyrwać z paszczy rekina, w której mieszczą się wszystkie powyższe elementy.
Rzecz przygnębiająca, ale tak piękna, że mnie osobiście i paradoksalnie dodała otuchy.

"Na pewno do wiosny zmienię się nie do poznania, ziarenko wypuści liście i zakwitnie". [7]

Ważna książka, choć niezaprzeczalnie dotkliwa i bolesna. Nie przegapcie. Szkoda by było.

[1] Milena Agus, Póki rekin śpi, przeł. Monika Woźniak, wyd. W.A.B., Warszawa 2009, s. 85
[2] Tamże, s. 97-98
[3] Tamże, s. 95
[4] Tamże, s. 10
[5] Tamże, s. 18
[6] Tamże, s. 97
[7] Tamże, s. 76

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz