sobota, 12 grudnia 2009

Paranormal Activity, reż. Oren Peli (2007)



Miało być straszno - i było. Ostatnich dziesięć minut filmu spowodowało u mnie stan bliski omdleniu. Wytrwałam jednak, ciekawość zwyciężyła, choć tę końcówkę, co muszę wyznać, oglądałam już przez palce, gotowa w każdej chwili całkowicie zasłonić oczy. Co tu dużo mówić: bałam się. Dlatego film ten oceniam jako bardzo bardzo dobry - bo trzeba Wam wiedzieć, że jestem / byłam miłośniczką horrorów od najmłodszych lat.

Pamiętacie Wasze poranki sprzed kilkunastu lat? Ja pamiętam jak dziś: 5-6 letnia dziewczynka, wskakuje do łóżka śpiących rodziców, włącza odtwarzacz video i ogląda (dzień w dzień!) "Bloba zabójcę" (klasyk klasy B, ale oglądało się świetnie), "Muchę", "Pogromców duchów", "Gremliny" (pamiętajcie, że z mojej ówczesnej kilkuletniej perspektywy to BYŁY horrory), "Koszmar z ulicy Wiązów" (mój osobisty nr 1 jeśli chodzi o gatunek, respekt do Freddy'ego czuję do dziś) i "Laleczkę Chucky". Tak, tak. A potem, przez wiele następnych lat, oglądałam kolejne tytuły. Także - dziesiątki horrorów za mną i wierzcie mi: nie łatwo mnie przestraszyć.

"Paranormal Activity" to film stylizowany na dokument - zdjęcia kręcone amatorską kamerą, przypadkowi aktorzy-amatorzy. Zupełnie jak "Blair Witch Project", który także obejrzałam w kinie, przed kilku laty, i który też mnie zachwycił.

O filmie za film.onet.pl: "Młoda para wprowadza się do nowego domu i próbuje rozpocząć spokojne życie. Wkrótce okazuje się, że w nowym mieszkaniu dzieje się coś nietypowego i przerażającego. Małżeństwo postanawia zainstalować w domu monitoring, aby zarejestrować wydarzenia. Film to zapis tego, co udało się nagrać kamerom".
(moja mała uwaga: to nie było małżeństwo, o ile dobrze pamiętam, ale szczegół to mało istotny)


Tak sobie zerkam na opinie internautów, i większość stwierdza, że "Paranormal Activity" to nie jest horror, a jedna wielka nuda. Otóż nie. Owszem, w zasadzie można uznać, że film jest najzupełniej statyczny i właściwie do samego końca nic się nie dzieje (żadnego rozlewu krwi i gęsto ścielących się trupów), ale, kurczeż, właśnie to jest najbardziej przerażające. Ten horror toczył się w moim umyśle właśnie przez to, że sam obraz niewiele wyjaśniał - dopowiadałam sobie sama. Oglądałam i myślałam: cholera, kto wie, co dzieje się w moim domu, gdy śpię. I te wszystkie odgłosy, jakieś poruszenia na ekranie - paraliżujące. I kluczowe nocne sceny, najpierw przyspieszony obraz (bo oni śpią, i nic poza tym się nie dzieje) i nagle o 1 czy 3 w nocy zegar zwalnia. A ja siedzę, patrzę i czekam. Przerażona.


Nie nowe, ale prawdziwe przecież przesłanie: strach rodzi się w naszych głowach. Wezwany specjalista od duchów stwierdza, że zła energia karmi się złymi emocjami. I na ekranie to widać. Wspaniałe kreacje aktorskie, polubiłam odtwórców ról Katie i Micah, są absolutnie wiarygodni w swoich rolach, świetnie zobrazowane jest ich zmęczenie, coraz większe wyczerpanie psycho-fizyczne nocną paranormalną aktywnością i ewolucja ich wzajemnych stosunków.





Tego oczekuję od horrorów: żeby działały na moją wyobraźnię, a nie podawały na tacy wizje krwawych rzezi. Żebym się bała. W przypadku tego filmu: bałam się, powtarzam raz jeszcze. Dlatego szczerze polecam tym, którzy lubią mocne, trzymające w napięciu kino.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz