sobota, 26 czerwca 2010

Odłamek, Sebastian Fitzek




" - Czy coś pan zgubił?
Tak, rozum."  *

Szaleństwo. "Odłamek" to zdecydowanie najbardziej zakręcony thriller mojego ulubionego Fitzka. Co nie oznacza, że najlepszy. Przeciwnie chyba.

Z okładki (bo boję się, że sama napisałabym za dużo):
Marc Lucas doświadcza strasznego cierpienia: w wypadku samochodowym, który sam spowodował, ginie jego żona, a wraz z nią nienarodzone dziecko. Odłamek, który przy zderzeniu wwiercił mu się w tył głowy, sprawia nieustający ból – ale znacznie bardziej bolesna jest rana na duszy. 
Pewnego dnia Marc odkrywa w gazecie anons. Prywatna klinika psychiatryczna poszukuje do udziału w nowatorskim eksperymencie osób, które przeżyły straszliwą traumę. Budzi się w nim nadzieja, że uda się mu uwolnić od dręczącego wspomnienia. Kiedy po pierwszych testach w klinice wraca do domu, zaczyna się prawdziwy horror. Klucz nie pasuje do mieszkania, przy dzwonku istnieje obce nazwisko. Otwierają się drzwi i Marc staje twarzą w twarz ze zjawą. 

Oj namieszał znów Fitzek, namieszał: tym razem nie tylko nie przewidziałam zakończenia (przysłowiowa skrzynka piwa dla tego, komu się uda), ale i przez pierwsze 150 stron męczyło mnie przygnębiające poczucie, że zwyczajnie za Autorem nie nadążam. Wątki gmatwają się niesamowicie, bohaterowie (w tym jeden, którego pamiętam z "Kliniki") wyskakują z kolejnych stron jak króliki z kapelusza, a całość przypomina dziwaczny, nieprawdopodobny sen szalonego naukowca. Nic dziwnego zatem, że początkowo lektura "Odłamka" szła mi bardzo bardzo opornie: bez żalu odkładałam książkę i wracałam do swoich codziennych zajęć, do przyrządzania obiadu, na ten przykład. Czułam się straszliwie zawiedziona, oszukana nawet, aż tu nagle... Tak. W połowie książki akcja dosłownie rusza z kopyta i nie mogłam się odeń oderwać przez pół wczorajszej nocy. Sprawne pióro ma Fitzek (och, uwielbiam to nazwisko!), trzeba przyznać. Szkoda tylko, że tym razem zakończenie ciut rozczarowuje, Autor zdążył mnie przyzwyczaić do innych, bardziej racjonalnych rozwiązań... Ale przyjemność czytania: bez zmian. Wciąga.

Cóż jeszcze mogłabym napisać o "Odłamku"? Chyba tylko tyle, że nie polecałabym tej książki na początek znajomości z Fitzkiem: zbyt schizofreniczna i zupełnie nieprzewidywalna. O wiele lepsze i zdecydowanie subtelniejsze są: "Terapia" i "Śmierć...". Myślę też, że warto czytać thrillery Fitzka chronologicznie, bo Autor nieustannie nawiązuje w nowych powieściach do poprzednich, a w "Odłamku" mimochodem zapowiada kolejną swoją powieść (wyłapałam aluzję dzięki nieocenionej Annie - koniecznie przeczytajcie jej recenzję "Odłamka"). Mam tylko nadzieję, że Fitzek (najpopularniejszy autor thrillerów w Niemczech) nie pójdzie w ilość, ale w jakość, bo ja nadal chcę myśleć o jego uroczym nazwisku jak o pewnej marce. I mimo że "Odłamek" podobał mi się najmniej (ale podobał i tak, oczywiście), nadal gorąco namawiam do lektury jego książek. Warto. Cóż za emocje... :D

* Sebastian Fitzek, Odłamek, przeł. Barbara Tarnas, wyd. G+J KSIĄŻKI, Warszawa 2010, s. 185

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz