wtorek, 30 grudnia 2008

Mężczyzna i dwie kobiety, Doris Lessing

Musiałam zaparzyć dużo świeżej, aromatycznej kawy, zapalić kolejnego papierosa, musiałam założyć bloxa i konto na biblionetce. Ot, wrażenia z lektury.
Doris Lessing przytargałam z biblioteki w przedświąteczny poniedziałek, razem z dwiema innymi książkami, razem z postanowieniem, że oto nadchodzi Nowy Rok i oto postanawiam sobie czytać, doskonale dużo czytać. (bądź dla siebie łaskawa, moja mała słodka aerien. bubuś podrósł, potrafi korzystać z nocnika, ty wciąż nie wyszłaś za mąż. nie jesteś piękna i dobra, bądź chociaż oczytana, chociaż coś sobie poczytaj, weź książkę i poczytaj)
Przytargałam, przejrzałam kilka stron Marqueza, umyłam okna, zawiesiłam śnieżnobiałe, irysami pachnące firanki, zapaliłam, odłożyłam Marqueza, sięgnęłam po Lessing. I książka jej towarzyszyła mi przez całe święta (z roku na rok coraz mniej uroczyste, coraz bardziej absurdalne i już w ogóle nie białe; zastanawiam się, czy moje dziecko kiedykolwiek skorzysta z sanek, czy kiedykolwiek kupię mojemu dziecku sanki), przez całe święta, przez okres poświąteczny i przedsylwestrowy aż do teraz, do dzisiejszego wieczoru.

Tym razem mój instynkt literacki, o którym jeszcze wspomnę, zawiódł mnie, zmylił. Po lekturze kilku pierwszych opowiadań z tomu "Mężczyzna i dwie kobiety" nie mogłam odpędzić od siebie pseudouspokajającej myśli, iż Autorka, pisząc je, miała nie więcej niż 30 lat, że miała zamysł, ale - wciąż literacko nieukształtowana - nie potrafiła nadać mu formy. Czytałam i czytałam, obwiniając Lessing (wówczas 44-letnią, już, jednak), albo, co gorsze i co bliższe prawdy - siebie, za niedojrzałość.
Opowiadania mają tu, w większości, formę otwartą. Kropka nie jest tu kropką. Jest raczej czekaniem na ciąg dalszy nastąpi. Odnosiłam wrażenie, że Lessing brakuje pomysłu na pointę, potrafi zacząć, rozpalić czytelniczą ciekawość, pobudzić wyobraźnię, ale doprowadzić do jakiegoś finału - już nie. Tak teraz myślę, że jest w tym jakiś przedziwny urok, może nawet charakterystyczna cecha w twórczości Lessing? (rzecz do sprawdzenia, sprawdzę z przyjemnością)
Rzecz o kobiecie, kobietach. Fascynująca. Jak dobrze, że nie mam na imię Maureen. Albo Susan. Bardzo dużo emocji (w tym bardzo dużo moich, najzupełniej moich), zarejestrowanych przez Lessing zupełnie beznamiętnie. Szczególnie w "Kobiecie na dachu", "Zapiskach do historii choroby" i opowiadaniu "Pokój numer 19", które to, chronologicznie ostatnie, najgłębiej się we mnie wdarło, najboleśniej. I które jest zamknięte najprawdziwszą kropką. I w którym mogłam wyczytać to, o czym jestem przekonana i to, co jest powodem mojego postanowienia noworocznego, mojej ucieczki dzisiejszj, spontanicznej, w bloxa, w przestrzeń, w której nie potknę się o porozrzucane wszędzie klocki i resoraki:
 "Dzieci? Ależ nie mogą być ośrodkiem życia i celem istnienia. Mogą być bardzo rozkoszne, interesujące, mogą przynosić zadowolenie, ale nie można żyć wyłącznie nimi. Przynajmniej się nie powinno."
 W Wikipedii wyczytałam to, czego mogłam się domyślać: "ze względu na wymowę części swojej twórczości Doris Lessig stała się żywym symbolem feminizmu". Bardzo podoba mi się taki feminizm, bardzo jestem za.
Nie potrafię zrecenzować tej książki (nie znoszę pisania recenzji, btw; wolę krótkie wypisy z emocji, scenografię i okoliczności - tylko to zapamiętuję z lektury, nie imiona, nie fabułę), na biblionetce nikt się jeszcze nie podjął, niewiele osób czytało,ja natrafiłam na świetną recenzję tutaj:
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Lessing, choć "O kotach" trzymałam w rękach jesienią, w bibliotece, ale zostawiłam (teraz na się klnę, bo bardzo bym chciała przeczytać, wiem, że warto). Poczytawszy też biblionetkowe recenzje innych jej książek, żywo zapragnęłam "Piątego dziecka". Jak już uporam się z Marquezem i Kwaśniewskim, wyruszę na kolejne biblioteczne łowy. Tam, gdzie jeszcze nie wszystko skomputeryzowane, gdzie na ostatniej stronie wypożyczanej książki przyklejona karteczka z pieczątką: data zwrotu, gdzie dział nowości jest przepełniony, bo chyba nikt już nie czyta, w tym moim mieście. Z Lessing byłam pierwsza, w każdym razie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz