wtorek, 31 marca 2009

Leżę i pachnę

Ujmując rzecz dosadniej: zwyczajnie się opieprzam.
Właśnie dlatego nie przepadam za wiosną, nie znoszę lata. Niepokoi mnie nadmiar słońca. Urodzona w październiku,aerien jesienne dziecko, uwielbiam długie chłodne wieczory, filiżanki z kawą i książki. Wiosną i latem czuję zbyt silną presję: nie czytaj - biegaj, oddychaj. I co tu dużo mówić: zaczęło się.
W sobotę byłam u fryzjera (ślicznam!), bawiłam na skromnym, acz niezwykle udanym przyjęciu weselnym Najukochańszej Przyjaciółki, przyodziałam spódnicę, odsłoniłam nogi. Tydzień wcześniej biegałam za prezentem, odzieżą wiosenną i wieczorową. Cały czas zajęta, do książki Natsuo Kirino zaglądałam systematycznie, acz nieczęsto, choć jest to dobra, mocna powieść, z gatunku pochłaniających bez reszty. 
Stęskniłam się za czytaniem, za pisaniem o czytaniu. Od dzisiaj koniec z wiosennym rozleniwieniem lub, jak kto woli, szaleństwem. Zatrzymuję się i czytam. A naprawdę: mam co czytać.
W tak zwanym międzyczasie wypożyczyłam z dwóch bibliotek mnóstwo smakowitych książek, kilka też nabyłam, ale niewiele, bo zakupy stricte wiosenne nadwątliły mój skromny budżet. Marzy mi się najbardziej na świecie "Dziecię boże" i "Miasto ślepców", a potem długo nic, bo biblioteki mam doskonale zaopatrzone, w przeciwieństwie do portfela.
Tak więc ogłaszam: wróciłam. A teraz wracam do Kirino.
EDIT: tytuł notki zainspirowany wpisem mary, dziękuję :), nie znalazłam bardziej adekwatnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz