wtorek, 27 lipca 2010

Hop, hop! (czyli że już po urlopie)



Było...cudownie, bosko! Urlop spędziłam ponad 800 km stąd, w małym niemieckim miasteczku koło Koln (Kolonii). Nie działo się absolutnie nic: kilka szczęśliwych, beztroskich dni przepuszczanych przez rozleniwione palce. Zakupy, leżak, papierosowy dym, szampan, noce z Charlotte Link (tym razem "Echo winy"). Ech, wypoczęłam.

Naturalnie, nie omieszkałam zajrzeć do niemieckiej księgarni, skąd wyniosłam śliczne zakładki do książek i zapas samoprzylepnych karteczek w różnych kolorach i kształtach. 

Wróciłam wczoraj bladym świtem po 15-godzinnej podróży. Walizki rozpakowane, prezenty rozdane, pranie rozwieszone, w pracy już też dzisiaj byłam, ale duchem wciąż błądzę po wąskich niemieckich chodnikach. Fajnie było, naprawdę. I czyż to nie cudowne: rozkochałam się niedawno we współczesnych niemieckich pisarzach (Sebastian Fitzek, Charlotte Link) i tych kilka wakacyjnych dni spędziłam w ich ojczystych stronach. Miło. 

Tymczasem zbieram się w sobie: czeka mnie nadrabianie recenzyjnych i blogowych zaległości. Dzięki za ciepłe myśli i dobre życzenia. Wróciłam cała i zdrowa. Wypoczęta i zadowolona. Witam po urlopie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz