czwartek, 3 września 2009

Eve Green, Susan Fletcher

"znów płakałam
wczoraj znów płakałam
że nie umiem na skrzypcach grać
i że wszyscy umrzemy, wszyscy
i że któregoś dnia
mój syn zostanie całkiem sam"
 [1]
Jak miękki, ciepły koc.
To opowieść o miłości i utracie. O miłości najbardziej, najszerzej, najdelikatniej. I o godzeniu się z tym, że przemija. Ba - że może zniknąć nagle, niespodziewanie, boleśnie.
To jest książka o przyrodzie. O źdźble trawy wplątanym we włosy, o rześkim powietrzu po deszczu, o wschodach słońca. O kryjówkach w starej szopie. O poczciwych, brązowych oczach krów. O strzyżeniu owiec i podglądaniu nagich ślepych kociąt. O wszystkich kolorach tęczy.
To kryminał wreszcie. Tajemnicze zniknięcie dziewczynki. Dochodzenie. Mroczne sekrety. Spory zwaśnionych stron. Rozkwaszony nos, brzęk tłuczonego szkła. Zagadki i niedopowiedzenia.
To jest historia Evangeline Green, 29-latki, oczekującej narodzin swojego pierwszego dziecka. Impulsem do uporządkowania i spisywania wspomnień jest przede wszystkim ciąża ( "ostatnio zaczęłam przeciągać podniszczony brązowy fotel z sypialni na drugą stronę domu, pod okno nad gankiem. To jedno z nielicznych miejsc, gdzie czuję się teraz wygodnie - stopy na parapecie, poduszka pod krzyżem, kubek czarnej herbaty, pióro i notes. Czasami przyłącza się do mnie kotka. Kiedy piszę te słowa, ugniata mi uda łapkami" [2]) oraz wiek bohaterki - 29 lat miała bowiem matka Eve, gdy umarła, osieracając 7-letnią wówczas córkę. Eve po śmierci ukochanej mamy trafia na walijską farmę dziadków, gdzie uczy się radzić sobie z bólem i poczuciem osamotnienia, zawiera przyjaźnie, doznaje pierwszych upokorzeń, zakochuje się, a wreszcie odkrywa rodzinną tajemnicę. 
Powieść jest zupełnie achronologiczna. Najpierw dowiadujemy się o skutkach, potem, wraz z niespiesznie snującą wspomnienia Eve, dociekamy przyczyn. Napięcie i ciekawość czytelnika wzmaga się z każdą stroną. Opowieść Eve jest jak dym, jak mgła. Liryczna, pełna cudownie brzmiących metafor i bajecznych porównań. Dawno nie czytałam tak delikatnej, przepięknej historii. Język Susan Fletcher zwyczajnie mnie uwiódł, wbił w tak zwany fotel (bo zwykłam czytać na kanapie) - jeśli taki jest styl tej Autorki (a po dobrych recenzjach 'Ostrygojadów' mniemam, że tak) - to chcę przeczytać wszystko, absolutnie wszystko, co wyszło spod jej pióra.
"Eve Green" to powieść dla każdego - wszyscy znajdą weń coś dla siebie, choć to tak niewielka objętościowo historia, rozpisana na zaledwie 260 stron. Dla jednych będzie przyjemnym czytadełkiem na dwa popołudnia (zarysem przypomina "Anię z Zielonego Wzgórza"), inni z lubością odkrywać będą rodzinne sekrety z pudełka po butach, odgadywać, co zaszło, mierząc się z wątkiem kryminalnym. 
Dla mnie samej jednak to powieść o pierwotnej więzi, instynktownym uczuciu łączącym matkę i dziecko. O sile macierzyńskiej miłości. Powieść ta była dla mnie śnieżną kulą, w ten chłodny przeddzień 1 września, gdy pierwszy raz, pełna niepokoju, odprowadzałam dziecko do przedszkola. Trafiła prosto w serce. I absurdalnie - rozgrzała.
Najpiękniejszy fragment na świecie - o nieskończonej miłości rodzicielskiej. o strachu, który ta miłość rodzi:
"Stworzenie z zębami i pazurami, mawiała moja babcia. Wierzę jej. Będę matką, która nie spuszcza z oczu zegara, gdy dziecko ma wrócić do domu. Będę wpatrywała się w powierzchnię wody, dopóki nie wypłynie. Będę zabijała wszystkie osy w okolicy, nauczę go zasad poruszania się po drodze, przeczytam wszystko o zapaleniu opon mózgowych, odrze, wszawicy i mononukleozie. Będę się zastanawiać, czy nie dręczą go koledzy. Będę go całować z całej siły w najmniej spodziewanych momentach. Będę pilnowała zapinania pasów, nie pozwalała na kłamstwa. Przez cały czas będę przy tym doskonalić udawanie swobody i beztroski, aby nie zauważył, że nie mam zaufania do świata. wróć o piątej, będę rzucała pogodnie przez ramię, myśląc o piątej, o piątej, albo przed" [3].
Wszystko to prawda, najprawdziwsza.
A książka doskonała. Doskonale napisana. To jest taka powieść, jakie lubię najbardziej - zawiera wszystko to, co urzeka mnie w literaturze. Bardzo dla mnie ważna. Poważna kandydatka do mojej Książki Roku. Polecam. Bardzo bardzo.
[1] tekst jednej z cudownych piosenek Kasi Nosowskiej
[2] Susan Fletcher, "Eve Green", przeł. Magdalena Sommer, wyd. MUZA SA, Warszawa 2006, s. 23.
[3] Tamże, s. 257.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz