poniedziałek, 6 lipca 2009

Dom Augusty, Majgull Axelsson

Niezaprzeczalnie przejmująco smutna książka. Tak napisało już wielu, piszę ja, wielu napisze po mnie. Cierpienie, samotność, rozpacz - w takiej ilości, tak skumulowanych - nie spotkałam dotąd w żadnej innej książce. Bo tutaj aż się roi od nieszczęśliwych kobiet, niedobrych mężczyzn, nieudanych związków, niechcianych ciąż, niekochanych dzieci. Co wrażliwsi mogą "Domu Augusty" zwyczajnie nie zdzierżyć, bo jest to powieść brutalna i bardzo, bardzo prawdziwa.
Napisana oszczędnym, nieomal suchym językiem, językiem właściwie pozbawionym emocji, choć te emocje najtrafniej, najprawdziwiej opisującym. Książka - rozpacz. Książka - krzyk.
"Tak nie wolno robić, brzmiałaby nauka. W życiu może się zdarzyć niemal wszystko i większość błędów daje się naprawić, ale nie wolno pochylać się nad dzieckiem jak gorgona o oczach węża i przemawiać do niego głosem pełnym nienawiści. To zabronione. Tego trzeba zabronić. Jeśli się tego nie zabroni, świat stanie się wkrótce miejscem niemożliwym do życia". [1]
Czytając, wiele razy się wzdrygnęłam. Prawda, że prawda boli?
"Dom Augusty" to nie tylko tytuł, to prawdziwy dom, ogniwo łączące trzy pokolenia kobiet. Augusta, założycielka rodu, już nieżyjąca, ale czuwająca nad potomstwem w niebie (Axelsson świetnie wykorzystuje realizm magiczny, wtapiając go w niemal naturalistyczne, brutalne opisy, kiedy prawda i ból stają się nie do wytrzymania), jej wnuczka, 60-letnia Alicja i praprawnuczka, nastoletnia Andżelika - wszystkie trzy nieszczęśliwe, samotne, wyobcowane. Autorka serwuje nam ich (wstrząsające!!) historie achronologicznie, fragmentarycznie, wracając od jednej bohaterki do drugiej, w rezultacie ofiarowując czytelnikowi spójną historię, która każe się nam zastanowić nad przeznaczeniem, dziedzictwem genetycznym, bezmiarem okrucieństwa, nad niezmierzoną potrzebą akceptacji i miłości, choćby bezsensownej, która prowadzi do cierpienia.
W tej powieści nie ma szczęśliwych postaci. Potępiani są zwłaszcza mężczyźni i tylko jeden z nich - mąż Augusty - jest wyraźnie idealizowany. Pozostali niosą ze sobą cierpienie, gwałt, przemoc, wobec których kobiety pozostają bierne. I nie ma siły: to wszystko musi się skończyć tragedią.
"Dom Augusty" to bardzo dobra, ważna proza. Dla odpornych i wytrzymałych.
Pamiętam, jak bardzo się bałam. Wypożyczoną z biblioteki książkę przetrzymywałam w domu od lutego do teraz, czekając odpowiedniego nastroju. Już wiem, że nie ma się czego bać. Ta powieść to samo życie, w swej najmroczniejszej odsłonie. Warto.
* Majgull Axelsson, "Dom Augusty", przeł. Katarzyna Tubylewicz, wyd. W.A.B., Warszawa 2006, s. 87.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz