piątek, 19 lutego 2010

Cube, reż. Vincenzo Natali (1997)




Bądźmy ze sobą szczerzy: tytuł ten odnotowuję głównie z poczucia kronikarskiego obowiązku, gdyż z pewnością nie jest to żadne epokowe dzieło, żaden genialny, wwiercający się w umysł obraz. Ot, obejrzałam w jedną ze styczniowych sobót, z braku większego wyboru. Znośna rzecz. Nic epokowego, to fakt, ale ogląda się toto z rosnącym zaciekawieniem.



"Sześcioro nie znających się zwykłych ludzi budzi się pewnego dnia nie w swoich domach, lecz w surrealistycznym więzieniu - zdającym się nie mieć wyjścia labiryncie połączonych ze sobą sześciennych pomieszczeń wyposażonych w śmiertelnie groźne pułapki. Gliniarz. Zawodowy złodziej. Genialna studentka matematyki. Psycholog. Mężczyzna chory na autyzm. Dość przypadkowy, nawet przewrotny zbiór osób. Żadna z nich nie wie, jak i dlaczego została uwięziona, wkrótce jednak okaże się, że każdy z sześciorga uwięzionych posiada umiejętności, które mogą dopomóc im w ucieczce. Na każdym kroku mnożą się pytania bez odpowiedzi: kto stworzył ten diabelski labirynt i w jakim celu?" (za film.onet.pl)

Odwieczne zagadnienie: do czego posunie się człowiek, by ocalić własne życie. I jeszcze: jak zareaguje w sytuacjach ekstremalnych.
Pomysł z sześcianem niegłupi, przypomina nieco makabryczne reality show: zamknijmy w jednym miejscu grupę skrajnie różnych ludzi (och, niech dzieli ich tak wiele: wyznanie, kolor skóry, poziom wykształcenia, wykonywany zawód, płeć i ulubione płatki śniadaniowe) i popatrzmy, co z tego wyniknie. Czy zaczną współpracować, odnosząc z tego współdziałania wymierne korzyści, czy też jeden drugiemu wilkiem będzie. Kto zwariuje? Kto do końca będzie walczył o zachowanie ludzkiej godności?
To właśnie o tym jest ten film, choć niestety - trzeba się tego domyślać na własną rękę, gdyż konwencja thrillera została zachowana: a zatem: dużo krwi i psychopatów.


Można obejrzeć. Ku przestrodze (w domyśle), z braku laku (przede wszystkim).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz