wtorek, 7 lipca 2009

Co wiedzą zmarli, Laura Lippman

Na początek, a co tam, dłuższy, ale godny zacytowania fragment. Przeczytajcie koniecznie, bo to rzecz o molach książkowych!!
"Usiadła przy stoliku na rogu i zabrała się do noszonej przy sobie, na wszelki wypadek, taniej powieści. Kay wtykała tanie wydania książek w każdy kąt swojego życia - do torebki, do biura, do samochodu, kuchni, łazienki. Pięć lat temu, kiedy ból rozwodu był jeszcze świeży i dojmujący, książki stanowiły dla niej sposób, by zapomnieć, że nie ma własnego życia. Jednak z biegiem czasu zaczęła sobie uświadamiać, że woli powieści od towarzystwa innych ludzi. Czytanie stało się po prostu jej sposobem bycia. W domu musiała bardzo uważać, aby nie uciekać w książki od swoich dzieci. Odkładała tom, próbowała oglądać w telewizji program, jaki akurat wybrali Grace i Seth, ale cały czas rzucała tęskne spojrzenia na powieść, tak blisko, tak pod ręką. W trakcie przerwy w pracy albo na lunchu mogła dołączyć do znajomych, ale zawsze siadywała sama i czytała". *
Brzmi znajomo, prawda? Ha. W kryminale (!) Laury Lippman oprócz powyższego fragmentu (i tym podobnych) znajdziecie także moc odniesień literackich (chociażby "Dziwne losy Jane Eyre") i filmowych. Powieść skrzy się tytułami realnie istniejących dzieł, objaśnia jedną z metod medytacji (Agnihotra - medytacja z ogniem), ale sama w sobie - jest po prostu przeciętna.
O kryminałach Laury Lippman (w Polsce wydano, zdaje się, cztery) czytałam tu i ówdzie już wcześniej, i głównie same dobre rzeczy, więc kiedy książka "Co wiedzą zmarli" wpadła mi w oko podczas ostatniej wizyty w bibliotece - wypożyczyłam. I przeczytałam.
Do napisania tej powieści zainspirowały Autorkę wydarzenia autentyczne. Resztę dopisała. Domyśliła.
Dwie siostry (piętnastoletnia Sunny i nieco młodsza Heather) pewnego popołudnia wyszły z domu, do centrum handlowego. Nigdy już nie wróciły. Sprawa tajemniczego zniknięcia dziewczynek nie została rozwiązana. Tymczasem po 30 latach w okolicach niegdyś zamieszkiwanych przez siostry dochodzi do wypadku samochodowego. Kobieta, która spowodowała wypadek, podaje się za jedną z zaginionych sióstr Bethany. Nie wiadomo, czy mówi prawdę, czy stara się wymigać od kary za ucieczkę z miejsca wypadku, jej zeznania są bardzo lakoniczne, a ona sama - nie budzi zaufania u policjantów, którzy wznawiają dochodzenie.
"Co wiedzą zmarli" to kryminał bardzo poprawnie skonstruowany - niemal do końca nie znamy rozwiązania zagadki (ale się domyślamy, w moim przypadku - dobrze domyślamy, niestety, i nie ma niespodzianki), narracja prowadzona jest z wielu perspektyw, poznajemy więc motywacje różnych osób zamieszanych w sprawę sióstr Bethany, pojawiają się też liczne retrospekcje. I dużo, dużo psychologii. Bardzo wiarygodne wydają się opisy różnego przeżywania bólu po stracie dziecka, odmiennych sposobów radzenia sobie z cierpieniem.
Niewątpliwie, nie jest to zły kryminał. Chociaż może inaczej: tobardzo przeciętny kryminał, ale też bardzo dobra powieść psychologiczno-obyczajowa. Nie czytałam z wypiekami na polikach i bijącym z wrażenia sercem, ale i nie mam poczucia, że zmarnowałam czas. Dlatego: można, ale nie trzeba. Decyzję pozostawiam Wam.
* Laura Lippman, "Co wiedzą zmarli", przeł. Maciej Nowak-Kreyer, wyd. AMBER, Warszawa 2007, s. 25-26.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz