środa, 20 stycznia 2010

Chłopiec z latawcem, Khaled Hosseini




To jak? Napisać o "Chłopcu z latawcem" czy nie pisać wcale? Zniesiecie kolejną recenzję książki, którą w swoim czasie czytali i recenzowali niemal wszyscy? Dacie radę? Hmm... Obawiam się, że nie macie innego wyjścia. Nie mogę nie napisać o tak dobrej książce. Chociaż... w przypadku tej powieści przymiotnik "dobra" nie jest określeniem rozstrzygającym i bezdyskusyjnym. Ad rem.

O "Chłopcu z latawcem" pisano już bardzo różnie, z większym lub mniejszym entuzjazmem, jednak jak refren powtarzały się słowa o emocjonalnym gwałcie na czytelniku: jedni podczas lektury wzruszali się szczerze, książka Hosseiniego "poruszała ich do głębi", inni, nastawieni, hmm, dość sceptycznie, zarzucali Autorowi świadome zastosowanie wszelkich możliwych literackich sztuczek pobudzających czytelnika do płaczu.
Osobiście zgadzam się i z entuzjastami "Chłopca z latawcem", i z jego krytykami.

Czy płakałam? No ba! Ja płaczę często i gęsto: na filmach, przy muzyce, przy czytaniu właśnie, cóż, niemal na zawołanie. Więc i teraz musiałam, bo "Chłopiec z latawcem" jest nieprzyzwoicie smutną książką, co daje się zauważyć (a może raczej wyczuć) już od pierwszych zdań. I nawet kiedy Autor próbuje pisać o rzeczach pozytywnych, prawie wesołych, jego słowa brzmią nieodmiennie smutno i melancholijnie.

Do pewnego stopnia "Chłopiec z latawcem" przypomina mi"Wyjście z Egiptu" Acimana (naszła mnie właśnie ochota, zasadna, jak sądzę, na porównania). Obie te książki czytałam w ramach wyzwania peryferyjnego, więc i tu, i tam poruszałam się po terytoriach (w sensie geograficznym) wcześniej mi nieznanych. Afganistan - Aleksandria. I losy rodzin - w "Chłopcu z latawcem" niepełnej, nielicznej, w powieści Acimana - wielodzietnej, wielopokoleniowej, na tle ważnych wydarzeń w dziejach historii ich państw. To podobieństwa. Jednakże klimat obu powieści jest diametralnie różny: "Wyjście z Egiptu" jest ciepłe, barwne, pełne pozytywnych emocji, "Chłopiec z latawcem" wprost ocieka smutkiem. A przecież i tu, i tam pojawiające się wydarzenia nierzadko mają dość dramatyczny, niewesoły przebieg. Aciman jednak pochyla się nad nimi z czułością i zaraźliwym uśmiechem, spod pióra Hosseiniego spływają łzy.

A' propos. Język powieści Hosseiniego jest nad wyraz urokliwy. Żadnych językowych udziwnień, od czasu do czasu celnie rzucona myśl, zgrabnie ujęta w miękkie, proste słowa, od czasu do czasu przykuwająca uwagę metafora. No i ten smutek... Książkę czytałam z wielką przyjemnością, bo jest napisana dobrze, po prostu dobrze. Taki język w powieściach lubię.
Narracja prowadzona jest z perspektywy pierwszej osoby, zawiera liczne retrospekcje (choć w chronologicznym porządku). Narrator używa czasu przeszłego, ale (to bardzo ważne i wielki aplauz za to!) w momentach najbardziej dramtycznych, kulminacyjnych, zmienia narrację na czas teraźniejszy, co stwarza iluzję aktywnego uczestnictwa czytelnika w opisywanych wydarzeniach.

To teraz króciutko może o treści, którą znają już chyba wszyscy: dwaj chłopcy - półsieroty (co z angielska brzmi zdecydowanie lepiej: motherless), wychowywani w jednym domu przez ojców, z których ojciec  Amira dzierży władzę, drugi (ojciec Hassana) to zaledwie podwładny, sługa, przyjaźnią się - tak, jak tylko mogą przyjaźnić się bracia. Jednak ich przyjaźń zostaje pewnego dnia wystawiona na ciężką próbę (szczegółów zdradzać nie będę, o nie). Egzaminu z przyjaźni i z życia nie zdaje Amir. Powodowany złością na własny egoizm i trawiące go (już do końca życia) poczucie winy doprowadza do całkowitego rozpadu rodziny. Hassan i jego ojciec znikają z życia Amira i jego ojca, a konflikty wewnętrzne w Afganistanie zmuszają wkrótce tych ostatnich do emigracji. Jednak echa przeszłości słychać nawet na końcu świata...

"Chłopiec z latawcem" to powieść, o której można szeroko dyskutować i interpretować dowolnie. Traktuje o przyjaźni i o jej rozpadzie, o wyrzutach sumienia, o wojnie, o emigracji, o poczuciu przynależności do własnego kraju i religii. Ja poza tym wszystkim doszukałam się w powieści Hosseiniego studium psychologicznego kilkuletniego chłopca. To, co wyczynia mały Amir , nie podoba się wielu, dla wielu jest nieakceptowalne i niemoralne. Ale jakże wspaniale zobrazowany jest proces myślowy małego dziecka, które wie, co jest złe, a co dobre i słuszne, ale eksperymentuje z przesuwaniem granic, sprawdza, jak daleko może się posunąć w swoim egoizmie i okrucieństwie, jak szuka akceptacji w większej grupie, jak łaknie autorytetu i jak spragniony jest miłości. Ech, można by rozważać owo zagadnienie jeszcze długo, uwzględniając przy tym wątek dziecka pozbawionego matki, chłopca (chłopców) pozbawionych kobiecej ręki, od niemowlęctwa otoczonych męskim rodem. Myślę, że psychika małego chłopca została tu oddana w sposób wprost mistrzowski (ale wiedzieć na pewno nie będę - jako kobieta).

Wydawałoby się zatem, że książka ta spełnia wszystkie warunki, by móc uchodzić za dobrą. Co przesądza jednak o skrajnie różnych ocenach "Chłopca z latawcem"?

Konstrukcja utworu. W powieści możemy bowiem wyodrębnić trzy części:
1) lata dzieciństwa Amira i Hassana w Afganistanie;
2) emigracja - pobyt w Stanach Zjednoczonych i dojrzewanie głównego bohatera;
3) powrót dorosłego już Amira do Afganistanu.

O ile dwie pierwsze części uważam za doskonałe, o tyle trzecia zasługuje na surową naganę: za szybki rozwój wypadków, spiętrzenie problemów i  zaiste hollywoodzkie rozwiązania. Hosseini poszedł na łatwiznę i zepsuł to, co mogłoby stanowić książkę doskonałą. W jakiejś recenzji wyczytałam, że Autor korzystać musiał z kursu powieściopisarstwa dla amatorów. Cóż, coś w tym jest. W ogólnym rozrachunku jednak: powieść spodobała mi się bardzo bardzo.

Najfantastyczniejszy był dla mnie opis obyczajów i obrzędów związanych z zawieraniem małżeństw w Afganistanie. Najdoskonalszą okazała się kluczowa scena: próba przyjaźni, której nie sprostał Amir. Niczego nie napisał Hosseini wprost, ale to, co przekazał w kilku zdaniach, wystarczy za cały esej.
Och, i niesamowity obraz Afganistanu, który zupełnie otworzył mi oczy i uszy na ten kraj. Najpierw sielski (chociaż...czy na pewno? Dla bogatego chłopca na pewno tak, ale już dla jego przyjaciela, syna służącego - niekoniecznie. On już wtedy cierpiał z powodu prześladowań), a potem niewyobrażalnie okrutny.

Konkludując (och, przydługa mi wyszła ta recenzja, wybaczcie), polecam "Chłopca z latawcem" z całego serca. To wielowątkowa powieść, wzruszająca, momentami banalna i przewidywalna, ale jej lektura sprawiła mi ogromną przyjemność. Warto!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz