niedziela, 18 stycznia 2009

Chłopiec w pasiastej piżamie, John Boyne

"Chłopca w pasiastej piżamie" przeczytałam jakieś dwa tygodnie temu. Dwa tygodnie minęły, a ja wciąż nie potrafię myśleć o tej książce inaczej niż: urocza. Właśnie tak: urocza, choć właściwie, a nawet z całą pewnością, nie jest to najszczęśliwsze określenie dla powieści, która dotyka spraw trudnych i bolesnych, która traktuje o hitlerowskich zbrodniach i obozach koncentracyjnych.
Bohaterem powieści jest młodziutki mieszkaniec Berlina - dziewięcioletni Bruno. Cała historia pomieszczona w tej niewielkiej objętościowo książeczce opowiadana jest z jego perspektywy, choć (nie dajmy się zwieść) to nie Bruno jest tu narratorem. Narrator jednak, nie dość, że wszechwiedzący, potrafi nadążyć za tokiem myślenia Bruna, potrafi zaangażować się w rolę dziecka. A dziecko rzeczone mieszka wygodnie w ogromnym berlińskim domu, dziecko jest dobrze wychowane, rozumie, że matce nie wchodzi się w słowo, a do pokoju ojca nie należy zaglądać bez zaproszenia, grzecznie dyga na widok ojcowskich gości, wspaniale spędza czas z przyjaciółmi, ma komplesky z powodu zbyt niskiego, jak na swój poważny dziewięcioletni żywot, wzrostu, nazywa złośliwą starszą siostrę Beznadziejnym Przypadkiem i bardzo, ale to bardzo pragnie zostać Wielkim Odkrywcą, jak na dziewięcioletniego chłopca przystało. Żądny przygód, już wkrótce będzie miał możliwość realizowania się jako Wielki Odkrywca, bo oto, po awansie ojca, z całą rodziną przenosi się nasz Bruno do smutnej, szarej Polski, gdzie w smutnym, małym domku będzie podglądał przez okno smutnych ludzi w pasiastych piżamach, przchadzających się z wolna po bezkresnym szarym polu za wielkim, kolczastym ogrodzeniem. Bruno, początkowo oszołomiony utratą dotychczasowego poczucia stabilizacji, spokojnego, wielkiego domu, gwarnych berlińskich ulic i trójki najlepszych przyjaciół, z czasem oswaja się z nową sytuacją i postanawia wcielić w rolę Wielkiego Odkrywcy. Tak naprawdę wciąż nie wie, gdzie jest, po co i dlaczego wyjechali z Berlina, i kim, do stu diabłów, są ci wszyscy ludzie w pasiastych piżamach. Rodzice wyraźnie unikają odpowiedzi, na powrót do domu raczej się nie zanosi, więc Bruno-Odkrywca zaczyna badać teren na własną rękę, zwyczajnie: z nudów. I wtedy spotyka Szmula, swojego rówieśnika, sąsiada zza kolczastego ogrodzenia, chłopca w pasiastej piżamie. Młodzi panowie zaprzyjaźniają się. Bruno przestaje tęsknić za berlińskimi kolegami, a nowy, smutny dom, nie wydaje się już tak okropny. I coraz więcej nasz dziewięciolatek rozumie.
Ot - cała historia. Prawda, że urocza? Spotkanie rówieśników - to nic, że tak skrajnie różnych, dwujęzycznych i odgrodzonych od siebie kolczastym płotem. Zaprzyjaźniają się, tak po prostu, tak serdecznie. A jednak - to nie jest książka, którą swobodnie można nazwać uroczą. To książka wstrząsająca. Widzimy świat oczami dziecka, niewinnego, nieskażonego historią (i wiedzą też, niestety, choćby podstawową - dziewięcioletni uczeń niemieckiej szkoły, syn zaufanego podwładnego Hitlera, nie ma pojęcia, kto jest głową państwa, kto odwiedza jego ojca w domu i kto awansuje tegoż). Taki bajkowy, taki nieco odrealniony świat. Cała reszta jest w cieniu. Bruno mówi o lalkach siostry, a obok dzieją się dzieje potworne. I my to wszystko widzimy oczyma chłopca. Ale chłopiec, choć przecież widzi, to nic tak naprawdę nie dostrzega. Całe zło znajduje się pod upiornie mroczną woalką, aż chce się ją zerwać i krzyczeć: to okrutne, nieludzkie, ale nie możemy, niech chłopiec nie wie, zgodnie z wolą swych rodziców i zgodnie z prawem do beztroskiego dzieciństwa i infantylnego świata. I to jest właśnie przerażające. Świat zza obu stron kolczastego ogrodzenia. Tam tragedia, tu fałsz i nieświadomość. Tu chęć przeżycia przygody, tam chęć PRZEŻYCIA.
A mimo wszystko, wciąż myślę o tej książce: urocza. Rzeczywiście, kojarzyć się może z przypowieściami (czytałam o tym tu i ówdzie), napisana jest w oszczędnym, prostym, porażająco chłodnym stylu, zupełnie jakby od niechcenia, obojętnie, bez emocji, choć emocje niewątpliwie budzi.
Warto przeczytać. Warto podumać. Ja dumałam przez dwa tygodnie. O tej książce naprawdę nie jest łatwo zapomnieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz