niedziela, 15 listopada 2009

Biegnij, Ann Patchett




Niekoniecznie.
Niekoniecznie, bo to bardzo przeciętna książka.

W pewną zimową i niezwykle śnieżną noc na zdradliwej, oblodzonej drodze dochodzi do wypadku, którego ofiarami stają się Tip - adoptowany syn byłego burmistrza Bostonu oraz Tennessee, matka jedenastoletniej Kenii. Losy obu rodzin krzyżują się, a ich niefortunne spotkanie okazuje się zupełnie nieprzypadkowe. Dramatyczne zajście na drodze implikuje też stopniowe odkrywanie tajemnic rodzinnych i próbę rozrachunku z przeszłością u każdego z bohaterów.

Brzmi ciekawie? I mogło być ciekawie, ale Autorka, tak przeze mnie chwalona za "Asystentkę magika", tym razem zdecydowanie przedobrzyła z mnogością poruszanych problemów (kwestie właściwego wychowania dzieci, zagadnienia polityczne, realizacja marzeń, adopcja, rasizm i mnóstwo innych jeszcze), które w tej niedługiej przecież opowieści potraktowane zostały dość powierzchownie - właśnie przez nadmiar. Szkoda, bardzo szkoda, bo to historia z potencjałem.

Głównym plusem jest przede wszystkim styl opowiadania - to wciąż ta sama Ann Patchett, z dobrymi pomysłami, z lekkim, ciepłym piórem. Czytelnik mimowolnie zapada się w te łagodne miękkie zdania, a lektura "Biegnij" sprawia mu przyjemność. Tym, co najbardziej pamiętam z lektury była pasja głównych bohaterów, ich poświęcenie dla hobby - Tip marzył o ichtiologii, Kenia uwielbiała biegać i właśnie ze sportem wiązała swoją przyszłość. Bardzo cenię u ludzi pasję i determinację, więc te wątki w powieści wydały mi się najgodniejsze uwagi. Ale to wszystko. Przynajmniej u mnie tak było. Naturalnie, dostrzegam też inne problemy poruszone przez Autorkę i rozumiem, że książka ta winna skłaniać do głębszych przemyśleń, ale jak dla mnie: za dużo tu dydaktycznego smrodku i ewidentnego, uporczywego wskazywania palcem na kolejne ważkie kwestie poruszone w powieści. No i postaci... Papierowe, mało wiarygodne. I dość pokraczny happy end. I trochę metafizyki (znanej mi już z "Asystentki magika"). Jednym zdaniem: za dużo wszystkiego, więc sens gdzieś się rozmywa.


Czy warto sięgnąć? Jak już wspomniałam: cóż, niekoniecznie. Przede mną jeszcze "Belcanto" - ostatnia z wydanych w Polsce książek Ann Patchett i najbardziej z tych trzech chwalona. Oby rzeczywiście okazała się warta uwagi. Bo "Biegnij" to rzecz przeciętna i chyba trochę szkoda czasu na zaprzątanie sobie głowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz