środa, 3 czerwca 2009

Asystentka magika, Ann Patchett

Właśnie przed chwilą (właśnie i nareszcie, bo późnowiosenne czytanie - w przeciwieństwie do książkowych zakupów- idzie mi opornie, niespiesznie) doczytałam kolejną bardzo dobrą książkę. "Asystentka magika" Ann Patchett to powieść ujmująca. Obyczajowa, owszem, żadne epokowe dzieło, owszem, ale...jak to się czyta!! Cudownie napisana, cudownie skonstruowana, z pełnowymiarowymi bohaterami, z detalami, które uwielbiam...  Świetna, naprawdę świetna rzecz. Lekka, odprężająca, a przy tym zmuszająca do myślenia, bo dotyka tak trudnych tematów, jak chociażby śmierć.
PARSIFAL NIE ŻYJE. Tak się kończy ta opowieść. *
A powyższymi słowy - rozpoczyna. Bez obaw zatem, nie zdradziłam puenty. Parsifal nie żyje i nic tego nie zmieni.
Parsifal był sławnym magikiem, czarodziejem, ze wszystkimi właściwymi magikom atrybutami: z cylindrem, z królikiem, z talią kart, ze skrzynią, w której w sposób zaiste spektakularny przepoławiał swoją piękną długonogą asystentkę, a przy tym wieloletnią partnerkę, później żonę - Sabine. To dzięki jej opowieści poznajemy zmarłego i stopniowo odkrywamy tajemniczą przeszłość Parsifala. Mroczne historie rodzinne, rozgrzebywanie wspomnień, atmosfera nabrzmiała niewiedzą zarówno czytelników, jak i samej Sabine. Bo Sabine, pogrążona w żałobie (rany, jakżeż ta kobieta kochała swojego magika!! jak niewiarygodna wydaje się taka miłość i jak godna pożądania zarazem), za wszelką cenę pragnie poznać przeszłość Parsifala, skrywaną przezeń przez wszystkie lata ich wspólnego życia. W tym celu ze słonecznego, gorącego i gwarnego Los Angeles, gdzie przez okrągły rok można zrywać dojrzałe na słońcu limonki, wprost z drzewa (!), udaje się nasza sympatyczna bohaterka na drugi koniec świata, a nawet jeśli nie na drugi, to na pewno na skrajny: do mroźnej i wietrznej Nebraski, pokrytej śniegiem. Tam mieszka matka i siostry Parsifala, o których śmierci Parsifal przekonywał Sabine przez długie lata. Same tajemnice, przedziwne sny, bolesne wspomnienia, traumatyczne przejścia - to wszystko na 420 stronach powieści Ann Patchett, powieści napisanej tak, że czyta się błyskawicznie (o ile nie jest się mną).
Konstrukcja "Asystentki magika" jest wprost urzekająca - to takie migawki, jak przesuwające się obrazy w telewizji, retrospekcje i "teraz", zmiksowane, nie poznaczone -sami musimy domyślać się, co jest prawdą, co działo się wcześniej, a co odbywa teraz. Generalnie: jest bosko. Świetne czytadło, zaskakujące. Bardzo polecam.
A sama już zacieram oczy i ręce, bo (w nadzwyczajnym przeczuciu? przypadkiem?) zaopatrzyłam się w pozostałe książki Ann Patchett, autorki tu i ówdzie wychwalanej, zwłaszcza za "Belcanto" (10 zł na Allegro, kupiłam) i "Biegnij" (z biblioteki razem z "Asystentką magika").
* Ann Patchett, "Asystentka magika", przeł. Konrad Majchrzak, wyd. REBIS, Poznań 2004, s. 9.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz