piątek, 15 stycznia 2010

2009/2010 . Podsumowania, plany, książka roku, cytaty z Drotkiewicz, psie smutki, cuda na kiju.



CYTATY Z DROTKIEWICZ, PSIE SMUTKI

"Coś sobie piszę, bo co innego może robić w niedzielę samotna stara kobieta po dwudziestym piątym roku życia, której ciało już do niczego się nie nadaje? Coś sobie skrobać w notesiku. Jak kura pazurem. Samotna kobieta tylko wtedy, kiedy pisze, nie traci pieniędzy. Tylko wtedy nie wpierdala czekolady (...)" [1].
Jak zimno! Kaloryfer aż parzy, a mimo to... 
Nie wiem co zrobić z tym wieczorem. 
Pod ręką nie ma nikogo, kto zaparzyłby dla mnie Earl Grey'a, kto włączyłby dvd lub pomógł wychować bliźniaki w simowej rodzinie (wspominałam, że znów namiętnie tnę w simsy?). 
Nie wiem co zrobić z tym wieczorem.

"Kobiecie samotnej czas wolny nie jest do szczęścia potrzebny, dlatego kobieta samotna nie powinna go mieć. Niech samotne pracują bez wytchnienia" [2].

Napiszę coś. U siebie, na bloxie. Niech mnie ktoś przeczyta.
"Niechże ktoś się mną zainteresuje, niech ktoś mnie bezinteresownie poczyta" [3].

PODSUMOWANIA
W roku 2009 (pod każdym niemal względem: udanym) przeczytałam 44 książki (jak dla mnie: w sam raz). O kilku (-nastu?) zdążyłam już zapomnieć - znaczy: słabe były. Albo: nie dość dobre. Od miesiąca zastanawiam się nad wyborem tych najlepszych. Czy za książkę roku uznać tę, z której zapamiętałam najwięcej zdań i fragmentów, tak wiele, że mogłabym recytować je przez sen? Czy tę, której akcja wciągnęła mnie bez reszty, którą nasiąkałam i od której nie mogłam się oderwać? Czy tę, której kunszt językowy i walory stylistyczne (dla mnie to b. ważne kryterium oceny) są niepodważalne i bezsprzecznie olśniewające? Hmm, hmm. Zastanawiałam się długo i wygładzałam w myślach grzbiety tych najcudowniejszych moim zdaniem lektur, aż wreszcie wybrałam. Tymczasem wciąż jeszcze zalegam z trzema recenzjami książek, do odnotowania mam też kilka filmowych tytułów i podsumować muszę peryferyjne wyzwanie. Ale spokojnie. Mamy na to cały nowy rok ;)

KSIĄŻKA ROKU
 (kolejność nieprzypadkowa, wybór absolutnie subiektywny)

 1. Szkarłatny płatek i biały, Michel Faber



O tak, tak. Bezsprzecznie i niepodważalnie. Czytadło, ale napisane z takim rozmachem, swadą, humorem, i w tak niebanalny sposób, i o tak fascynujących czasach i miejscach (wiktoriański Londyn, salony i burdele, teatry i trzeciorzędne knajpy), i z takimi niesympatycznymi bohaterami (których nie mogłam nie pokochać!), że:
a) musiałam kupić, by mieć własny egzemplarz do patrzenia, popatrywania, dotykania, podczytywania, zachwycania,
b) popatrywanie na masywny szkarłatny grzbiet "Płatka" przynosi mi coś w rodzaju trudno wytłumaczalnego ukojenia,
c) ta książka nie spodoba się każdemu - część recenzentów zarzuca Faberowi przegadanie, przesadę (zwłaszcza nadmierne epatowanie wulgaryzmami) i w sumie mało ciekawą fabułę, ale to tylko dodaje smaczku tej niesamowitej (w moim odczuciu) powieści. To książka nie dla wszystkich. Ale dla mnie: tak.
Mój absolutny hicior i number one w roku 2009.

2. Droga, Cormac McCarthy



Przeczytana w marcu, przez wiele miesięcy myślałam, że tylko ona, że nie przeczytam już lepszej książki. Największa konkurencja dla Faberowskiego "Płatka". Z resztą: trudno te książki porównać, są tak diametralnie różne. Faber: rozmach, ponad 800 gęsto zadrukowanych stron, językowa próżność i rozrzutność. W "Drodze" : krótkie, oszczędne, proste zdania, nietypowa konstrukcja. Nie sądziłam, że tak można pisać. Że można pisać tak surowo, tak zwyczajnie, a jednocześnie zachwycać i budzić silne emocje. Tym, co zachwyciło mnie w "Drodze" był przede wszystkim prosty język i niesamowita atmosfera, mistrzowskie budowanie napięcia i pomysł: wizja końca świata tak przerażająco realna, że nic, tylko kłaniać się Autorowi w pas. Genialna rzecz. Drugie miejsce. I taki bonus zwierzeniowy: przez kilka tygodni po przeczytaniu "Drogi" przy każdej wizycie w księgarni miałam ochotę ją kupić - mimo że posiadałam już własny egzemplarz. To książka warta każdych pieniędzy. A przede wszystkim: warta przeczytania.

3. Przypomnij sobie, Elina Hirvonen



Zaskoczeni? Nie przejmujcie się: ja też ;) Prawda jest taka: to właśnie z tej książki zapamiętałam najwięcej zdań i fragmentów, które miesiącami, a właściwie: przez okrągły rok (czytałam Hirvonen w lutym) tłukły mi się po głowie. Toż to czysta poezja. Piękna książka, smutna książka. Niewiele osób zachwyciła, zdaję sobie z tego sprawę, więc tym bardziej zasłużyła na trzecie miejsce w moim prywatnym rankingu najfantastyczniejszych.
"Wyciągamy języki, żeby powstrzymać elfy. Tata trzyma nas za ręce, a my wirujemy razem z płatkami, mamy zimne krople na językach i nagle, jestem tego pewna, zamiast płatka śniegu połykam gwiazdę".
Wow, wow. Wciąż i wciąż zachwycam się językiem Hirvonen. A jej styl pisania ma trochę wspólnego z McCarthy'm. Szacun, jak to się mówi.

To moja pierwsza trójka 2009 roku. Ale byłabym niesprawiedliwa nie wymieniwszy jeszcze kilku tytułów, które także zapadły mi w pamięć:

Wyróżnienia
(kolejność tym razem przypadkowa, powody zachwytów różne)

1. Domofon, Zygmunt Miłoszewski (polski horror (!). znakomity!)
2. Dziewczyna z zapałkami, Anna Janko (piękna, wzruszająca, pełna smutnych, olśniewających zdań)
3. Ostateczne wyjście, Natsuo Kirino (niesamowity japoński thriller psychologiczny, czytałam namiętnie, z napięciem i z niedowierzaniem)
4. Dom Augusty, Majgull Axelsson (ostatnio coraz częściej myślę o tej książce. przypominam sobie pojedyncze zdania. książka doskonale smutna. rozważam zakup własnego egzemplarza, chciałabym przeczytać ponownie)
5. Deszczowa noc, Jodi Picoult (wciągnęła mnie maksymalnie, zapominałam o dziecku i pomidorówce, czytałam przy obiedzie, w pracy i przed snem, rozpoczęła moją owocną znajomość z Picoult, a bohaterów pokochałam i z żalem zamknęłam ostatnią stronę).

Wszystko.

PLANY

To może zacznę tak: marzy mi się, że przeczytam w roku 2010  50 książek. Marzy mi się, ale nie mam w planach. Mój plan na nowy rok: nie mieć planów. Będę czytać i kupować książki pod wpływem chwili. Pożegnam się na jakiś czas z instytucją biblioteki. Wyczytam to, co mam na półkach (cały 2009 rok zbierania! nawet nie chce mi się liczyć ile tego mam!). Jeśli nie mam czegoś na półce - kupuję. Warunek jeden: czytam od razu, a nie, że odkładam na jakieś bardzo odległe i bardzo niepewne"potem".
W wyzwaniach czytelniczych nie wezmę udziału, choć te dwa, w których wzięłam udział (kolorowe i peryferyjne) wspominam bardzo miło. Utwierdziłam się jednak w przekonaniu, że nie lubię żadnych ograniczeń i działania pod presją (chociażby czasu), i wyzwania postanawiam obserwować, podczytywać, ale czynnego udziału brać nie będę. Więcej planów i postanowień nie mam.

CUDA NA KIJU

I proszę: chcieć to móc. Wieczór, o który tak się martwiłam, że zmarnuję, spędziłam całkiem przyjemnie i pożytecznie (nareszcie porządna bloxowa aktualizacja, ha!). I strasznie podoba mi się ten zwrot: cuda na kiju. Codziennie częstuje mnie nim koleżanka z pracy.  A w tytule notki, co przyznać musicie, brzmi niezwykle intrygująco :))


[1] Teraz, Agnieszka Drotkiewicz, wyd. W.A.B., Warszawa 2009, s.92
[2] Tamże, s. 92
[3] Tamże, s. 94
[4] Przypomnij sobie, Elina Hirvonen, przeł. Iwona Kosmowska, wyd. W.A.B., Warszawa 2008, s. 87.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz