wtorek, 27 grudnia 2011

Poświątecznie i po prostu



Wigilia u teściów, pierwsze dwa dni świąt już u siebie, już sami. Synek w klockach lego , my przed telewizorem (W krzywym zwierciadle - Witaj Święty Mikołaju z 1989 roku bawi mnie nieodmiennie), albo w książkach (ja - "Zmierzch" Theorina, Mąż - "Bóg, kasa..." Hołowni i Prokopa). Spokojnie i cudnie. Kupne uszka w kupnym czerwonym barszczu, babcine pierogi z soczewicą i pyszny bigosik. Nasze pierwsze wspólne święta. Choinka. Obłędne kokosowe perfumy od Yves Rocher. Kominek.

 

Mam czytającego Męża, i to jest elektryzujące, gdy tak siedzimy obok siebie, każde pochłonięte swoją lekturą, a w kubkach gorąca czekolada, na talerzykach kopiec kreta i orzechowiec, za oknem mżawka.
Jestem szczęśliwa i sobie i wszystkim innym życzę tego szczęścia i spokoju, i czasu na książki. I miłości, najbardziej miłości.

Tymczasem już wtorek, ponure przedpołudnie, do pracy na drugą zmianę. I odliczanie do Sylwestra. I postanowienia noworoczne, o których wiem tylko, że będą. A już wkrótce pierwsze recenzje po ponad rocznej przerwie. Wróciła radość czytania.