sobota, 25 września 2010

Czas burz, Charlotte Link




Cudna przecudna. I choć bliźniaczo podobna do "Domu sióstr" - zachwyca, a nawet: zachwyca tym bardziej.

"Czas burz" to nic innego jak kolejna, z rozmachem napisana, urzekająca saga rodzinna, z wartką akcją osadzoną w czasie I wojny światowej, z namiętną i niezapomnianą bohaterką główną i barwną galerią innych postaci, pełnokrwistych i budzących prawdziwe emocje. Ich losy się przeżywa, ich poczynaniom kibicuje, tęskni się, gdy nagle odchodzą (a odchodzą, niestety, masowo).

Uwielbiam takie książki: wielostronicowe, pięknie i ciekawie napisane, pełne zwrotów akcji, pochłaniające bez reszty. A do tego: z wielką historią w tle. Charlotte, moja (już ulubiona, śmiało napiszę) autorka, serwuje właśnie takie. Dlatego namawiam i polecam: oprócz 'Domu sióstr', poszukajcie i tej książki: niech Wam wypełni długie jesienne wieczory, niech Was porwie i zachwyci.

Tytułowy "Czas burz" to okres I wojny światowej: akcja powieści rozpoczyna się tuż przed jej wybuchem, a kończy kilka lat po niej, gdy na scenę polityczną wkracza już Hitler z rzeszą swych wyznawców.
To cudowna lekcja historii: znane nazwiska, carski dwór w Rosji, rewolucje, fronty I wojny światowej, nawet Ameryka: a wszystko z perspektywy niemieckiej rodziny, żyjącej spokojnie i w miarę dostatnio w cudownej wiejskiej posiadłości. Wojna zmienia jednak wszystko i wszystkich dotyka: nie oszczędzi również Felicji, głównej bohaterki, trawionej niespełnioną miłością  do pół-Rosjanina, pół-Niemca Maksyma Marakowa. Śledzimy jej losy (i losy wszystkich członków rodziny Felicji) z zapartym tchem:powieść jest żywa i absolutnie nienużąca, sprawnie napisana, z wątkami romansowymi, z sufrażystkami walczącymi o prawa kobiet, pełna niechcianych ciąż, samobójstw, siostrzanej zazdrości i nienawiści, wypełniona po brzegi namiętnością i krwią poległych na frontach I wojny światowej. Och, to się czyta, zapewniam Was! Dla takich książek z przyjemnością zarywa się noce.

Jedyną wadą jest jedyne (niestety), niestaranne i trudne do zdobycia wydanie tej książki. Ta powieść, podobnież jak "Dom sióstr", wymaga natychmiastowego wznowienia. Ja swój egzemplarz nabyłam rok temu na Allegro, za symboliczną złotówkę - odkąd przeczytałam "Czas burz", regularnie śledzę aukcje, ale tej powieści to naprawdę: ze świecą szukać. Bardzo szkoda.
Ale postarajcie się zdobyć: dla tych, których oczarował "Dom sióstr", to pozycja obowiązkowa. Dla pozostałych: ciekawa i godna uwagi pozycja, przyjemność w czystej książkowej postaci. Polecam.

poniedziałek, 6 września 2010

Klub Matek Swatek, Ewa Stec




Ach, świetna książka! Lekka, łatwa i przyjemna, bez pretensji do bycia czymś więcej niż tylko czytadłem. Wymarzona lektura na urlop! Wątek romansowy, wątek kryminalny, sprawne i dowcipne pióro Ewy Stec i fantastyczna okładka: czego chcieć więcej?
Mój egzemplarz "Klubu Matek Swatek" już powędrował do Anglii, do Przyjaciółki, z którą w latach studenckich zaczytywałam się Grocholą (tak, tak, był taki okres w moim życiu - nie dość, że się nie wstydzę, to jeszcze wspominam jak najcieplej, jak najmilej). I jestem pewna, że zauroczy ją ta pogodna historia, i że polubi bohaterów: licznych i wyrazistych (jak Wróżka Klara Widząca i jej fantastyczny kocur).

Tytułowy Klub Matek Swatek to stowarzyszenie kobiet w wieku menopauzalnym, kobiet, które odchowawszy własne dzieci: marzą już o wnukach. A że dzieci nie spieszą się z zakładaniem własnej rodziny - Matki Swatki próbują im ułatwić sprawę, dobierając idealnych kandydatów na przyszłych zięciów i synowe i w oryginalny sposób usiłując ich wyswatać, zwykle z pozytywnym skutkiem, oczywiście.
Tymczasem do Klubu Matek Swatek zgłasza się Beata, której 30-letnia córka Ania, nauczycielka, wciąż jest samotna. Beata nie wie jednak, że Ania właśnie kogoś poznała... i to nie jednego, ale dwóch mężczyzn, którzy gwałtownie rywalizują o jej względy. Jeden z nich ukrywa jednak mroczną tajemnicę, ale który? I jaką? Och, o tym przeczytacie sami, oczywiście.

Akcja w książce świetnie poprowadzona, z trudem odrywałam się od lektury (głównie za sprawą wątku kryminalnego), pióro Ewy Stec jest lekkie i dowcipne (śmiałam się i chichotałam bezustannie), i chociaż nie gustuję już w tego typu literaturze: dałam się porwać i pochłonąć na trzy sierpniowe noce. Książka dla każdego, idealna na urlop i na niezobowiązujący prezent. Ja z pewnością sięgnę jeszcze po książki tej autorki. Przy "Matkach Swatkach" bawiłam się przednio. Polecam. Przyjemna rzecz.

czwartek, 2 września 2010

Errata do stosika i inne przyjemności

Wkrótce po opublikowaniu zdjęcia ostatnich książkowych nabytków - zaczęły do mnie napływać kolejne: a to wygrana "Brzytwa Ockhama" Dariusza Matuszaka od maioofki (jeszcze raz ślicznie dziękuję!), a to Wydawnictwo Otwarte podesłało książkę Ewy Stec (również dziękuję, recenzja już zaraz), a to kuszące ceny w Matrasie ("Makabryczna gra" i 'Taniec czarownic"), a to wreszcie moje zamówienie z Allegro ('Mroki dnia" i "Tajemnica Abigel" - kolejny biały kruk, upolowany za - bagatela - 7 zł!). I nazbierało się:





Poza tym... byłam na kolejnym cudownie beztroskim urlopie, tym razem na wsi: sprzyjające okoliczności przyrody, całkowite i dobrowolne beznecie oraz przyjemna pogoda pozwoliły mi w ostatnich dniach sierpnia porządnie wypocząć i przeczytać dwie książki (autorstwa Stec i Axellson). Poza tym nowa, doskonalsza karta graficzna w komputerze umożliwiła mi grę w The Sims 3, więc tnę po nocach, aż miło ;)

Tymczasem nastał wrzesień i jesień, synka powrót do przedszkola, a mój do pracy, oraz kolejny męczący remont. Przykurzona zatem, lecz absurdalnie szczęśliwa: wracam na łono blogowe po kolejnym urlopie. Wkrótce recenzje, bo zaległości takie, że wstyd.