czwartek, 12 sierpnia 2010

Z cyklu: napatrzeć się nie mogę. Stosik.


Nowe na półce. Aż się oczy śmieją.


1. Królowa słodyczy, Sarah Addison Allen - wystarczyło kilka pochlebnych zdań Marpil i jeden wybrany przez nią cytat, bym poczuła nieopanowaną chęć przeczytania tej książki. Mam ostatnio ochotę na coś słodkiego i przyjemnego. Naturalnie zerknęłam już na pierwszą stronę i nabrałam pewności, że spodoba się bardzo. Powieść zaczyna się rozkosznie.

2. Ostatni ślad, Charlotte Link - nie mogłam inaczej, zachwycona "Domem sióstr", "Echem winy" i czytanym obecnie "Czasem burz".

3. Przerwane milczenie, Charlotte Link - jak wyżej, oczywiście.

4. Ogród wiecznej wiosny, Cristina Lopez Barrio - zewsząd tak ciepłe i entuzjastyczne recenzje, że zakup był tylko kwestią czasu.

5. Lód i woda, woda i lód, Majgull Axellson - nazwisko tej autorki jest już marką. Kiedyś zachwycił mnie "Dom Augusty". Czuję, że i ta opasła, przepięknie wydana powieść nie zawiedzie mnie.

6. Kobieta na krańcu świata, Martyna Wojciechowska - oglądałam w tv i bardzo chętnie przeczytam. To może być bardzo inspirująca i ważna książka.

7. Dom duchów, Isabel Allende - chciałam od bardzo bardzo dawna. Nie czytałam dotąd żadnej książki tej autorki, czas to zmienić. A po lekturze fantastycznej recenzji ultramaryny wiem, że to powieść dla mnie.

I jeszcze...


Wygrana u Skarletki, wygrana u Kaś (dzięki dziewczyny!), nowyBluszcz.

Napatrzeć, nacieszyć się nie mogę.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Echo winy, Charlotte Link





"Dom sióstr" zachwycił mnie tak bardzo (o tym szerzej i entuzjastyczniej tutaj), że bezzwłocznie i z wielką ochotą sięgnęłam po od dłuższego czasu zalegające na półce "Echo winy" tej samej autorki. I stało się. Zakochanam.
Charlotte Link, moja nowa literacka miłość.

Na wstępie zaznaczam jednak, że "Echo winy" jest książką zupełnie inną od "Domu sióstr": to nie jest opasła saga rodzinna z wielką historią w tle, to raczej powieść psychologiczna z wątkiem kryminalnym.
Pamiętam swoje początkowe tym rozczarowanie, które szybko ustąpiło miejsca zachwytowi. Czytałam "Echo winy" w Niemczech, w cudownie przytulnej kuchni na poddaszu, zwykle nocami, podjadając batoniki i popijając kawę, popalając papierosy.

Słowem: rozkosznie niezdrowe warunki, które ewidentnie sprzyjały lekturze - zmuszałam się o 2 w nocy, by pójść wreszcie do łóżka. A uwierzcie mi: nie było łatwo. "Echo winy" to szalenie wciągająca książka, w sam raz do czytania na urlopie. Zwłaszcza, że akcja powieści osadzona została w tak malowniczych miejscach jak skalista wyspa Skye. Mmm, aż chce się pojechać do Anglii, najlepiej natychmiast!

Tymczasem, co by za dużo nie zdradzić, nota wydawcy:

W pobliżu skalistej wyspy Skye tonie jacht niemieckiego małżeństwa, Livii i Nathana Moore. Rozbitkowie uchodzą z życiem, ale tracą cały dobytek. Ocalałym z katastrofy oferują gościnę angielski bankier Frederic Quentin i jego żona Virginia, zabierając gości do małego miasteczka w Norfolk, na skraju którego mają posiadłość. Wraz z pojawieniem się tajemniczej pary cudzoziemców z miasteczka zaczynają nagle znikać małe dziewczynki, które policja odnajduje po czasie martwe i zgwałcone. Na mieszkańców pada strach. Ale do Virginii, matki kilkuletniej dziewczynki, wydaje się nie docierać groza sytuacji i niebezpieczeństwo czyhające na jej córeczkę. Całą jej uwagę pochłania Nathan, którym jest coraz to bardziej zafascynowana... 

Wątek kryminalny: taki sobie (i czytelników żądnych mocnych wrażeń ma prawo rozczarować), choć muszę przyznać, że rozwiązanie zagadki zwaliło mnie z nóg... No, tego to się nie spodziewałam...
Ważniejsza w "Echu winy", ba: najważniejsza, jest warstwa obyczajowo - psychologiczna. 

Czytałam kilka recenzji książki Charlotte Link, w których zwracano szczególną uwagę na postać Virginii Quentin, przykładnej matki i żony, którą dościgną wreszcie demony przeszłości i poczucie winy. To rzeczywiście ciekawy wątek, ale.
Ale jest też ważniejszy, który sprawił, że książkę dosłownie chłonęłam.
Motyw stary jak świat, o którym jednak nie chce myśleć żaden rodzic: utrata dziecka. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tak wiarygodnymi opisami oszalałych z rozpaczy rodziców, których dzieci zginęły: nadzieja, niepewność, strach, zwątpienie, a potem już czarna bezbrzeżna rozpacz, którą każdy przeżywa na swój własny sposób. Mistrzostwo świata.Charlotte Link opisuje losy kilku (bardzo różnych) rodzin, który przeżyły podobną tragedię: kilkuletnie dziewczynki, ich ukochane córeczki, zostały porwane, zgwałcone i zamordowane. Autorka pozwala nam spojrzeć na te wydarzenia z kilku perspektyw, co tylko potęguje realizm doznań literackich postaci. Płakałam z nimi.

Większość bohaterów "Echa winy" (jak na przykład Liz Alby, młodą samotną matkę, która swoje dziecko traktuje jak kulę u nogi, a która siłę macierzyńskich uczuć pozna i zrozumie w obliczu nagłego zaginięcia córeczki) uznałam za niezwykle, boleśnie wręcz wiarygodnych, ich losy za emocjonujące, a odczucia i myśli za nierzadko zbieżne z moimi.

Nie wiem, czy to dlatego, że sama jestem matką.
Nie wiem, czy to dlatego, że zwyczajnie lubię pisarski styl Charlotte Link: sposób prowadzenia narracji, mistrzowskie budowanie napięcia, sugestywność opisów.
Nie wiem, czy to dlatego, że czytałam na wakacjach, w cudownych warunkach, z poczuciem kompletnej beztroski.
Wiem jednak, że to dla mnie ważna książka. Bardzo się podobała. Bardzo. Polecam.