piątek, 30 lipca 2010

Dom sióstr, Charlotte Link




Co za książka...
Słuchajcie: REWELACJA. Wciąga jak bagno i w zasadzie czyta się sama. No mówię Wam, nie sposób się odeń oderwać, to jedna z książek z gatunku: "jest druga w nocy, a Ty czytasz iprzestać nie możesz".
Napisana przepięknym językiem, z wartką akcją, pełnokrwistymi bohaterami, pełna zagadek i z zaskakującym zakończeniem. Boska. Już dodałam do najulubieńszych swoich lektur i na pewno doń kiedyś powrócę .
"Dom sióstr" porwał mnie tak, jak w zeszłym roku "Szkarłatny płatek i biały" Fabera: znów czułam się uczestniczką opisywanych wydarzeń i chciałam czytać bez końca.
Charlotte Link tak cudownie wykreowała świat przedstawiony, że tuż po lekturze gotowa byłam na stałe (lub choćby na chwilę) przenieść się do Yorkshire, krainy wyżynnych torfowisk w północnej Anglii...
Cudowna, pochłaniająca i szalenie emocjonująca lektura.

Zaczyna się mniej więcej tak:
"Świat za oknem tonął w śniegu. Jak daleko wzrok sięgał, śnieg, nic, tylko śnieg. Nie było różnicy między łąkami, drogami, podjazdem przed domem, ogrodem. Wszystko zniknęło, przykryte grubą warstwą śniegu. (...) Wichura powaliła dwa drzewa, ich olbrzymie korzenie sterczały w górę, będąc świadectwem siły żywiołu, który nawiedził okolicę w nocy. Wiatr ustał, ale śnieg padał bez przerwy. Nad samotnym domem zaległa głęboka, tajemnicza cisza" *.
W tym odciętym od świata domostwie w północnej Anglii rozgrywa się małżeński dramat: Barbara i Ralph przyjechali z Niemiec aż tutaj, by spędzić razem Boże Narodzenie - to dla nich ostatnia próba ratowania rozpadającego się od dawna małżeństwa, tymczasem nic nie układa się tak, jak planowali. Śnieg zasypuje wynajętą na dwa tygodnie posiadłość i odcina drogę do miasteczka i kontakt ze światem zewnętrznym: pozbawieni prądu i żywności, skazani wyłącznie na siebie i wyładowujący frustracje na sobie nawzajem, czują się jak więźniowie. By wypełnić sobie czas, Barbara oddaje się lekturze znalezionych przypadkiem zapisków byłej właścicielki domu w Yorkshire, zwanym "domem sióstr"... Wraz z nią przenosimy się w czasie...

Akcja powieści toczy się więc równolegle dwóch płaszczyznach czasowych: a to w 1996 roku, kiedy Barbara i Ralph zmagają się z małżeńskimi problemami i szalejącym za oknem żywiołem, brakiem prądu i kurczącymi się zapasami żywności, a to u schyłku epoki edwardiańskiej w Anglii, przez cały niemal wiek XX (gdy wraz z Barbarą czytamy dziennik Frances Grey, byłej właścicielki posiadłości).
Obie historie (ta, dziejąca się "teraz", i ta, która wydarzyła się przed laty) są, zaręczam, równie pasjonujące. Nierzadko złościłam się, gdy współczesna Barbara wracała do lektury starego pamiętnika Frances Grey, potem zaś odwrotnie: nie chciałam znowu przenosić się do zasypanego śniegiem domu, wynajętego 'teraz' przez Barbarę i Ralpha.

Czegóż nie ma w tej powieści... Mam wrażenie, że jest wszystko. I tło historyczne (począwszy od schyłku epoki edwardiańskiej, przez obie wojny światowe aż do lat 80-tych XX wieku), odmalowane tak, że najlepszy nauczyciel historii nie opowiedziałby tego ciekawiej (swoją drogą, to interesujące: popatrzeć na działania wojenne w wieku XX z perspektywy Anglików), i mnóstwo zagadnień związanych z feminizmem, i lazaret we Francji, i mnóstwo krwi, i romansów, i zdrad, miłości platonicznej i fizycznej, zazdrości, nienawiści wreszcie. To cudowna saga rodzinna, w której nie sposób nie przywiązać się do bohaterów (bardzo wiarygodnie sportretowanych), a którzy nierzadko muszą odejść, zniknąć, a ja czułam się wtedy tak, jakbym traciła kogoś niezwykle bliskiego.

Tę powieść natychmiast należałoby wznowić, gdyż na rynku książki należy aktualnie do białych kruków, na Allegro osiąga niebotyczne ceny, a jest tak bardzo warta przeczytania! 
Wciąż nieprzekonanym (są tacy?) polecam krótką, acz wymowną opinię atram_78, z którą zgadzam się w każdym słowie.
A ja natychmiast po lekturze "Domu sióstr" zabrałam się za inną powieść Charlotte Link pt. "Echo winy", w nadziei na podobne wrażenia. Co z tego wynikło? O tym innym razem...
Tymczasem Was namawiam na polowanie na "Dom sióstr". Warto, ach, warto!

* Charlotte Link, Dom sióstr, przeł. Ryszard Wojnakowski, wyd. Świat Książki, Warszawa 2005, s. 38

wtorek, 27 lipca 2010

Hop, hop! (czyli że już po urlopie)



Było...cudownie, bosko! Urlop spędziłam ponad 800 km stąd, w małym niemieckim miasteczku koło Koln (Kolonii). Nie działo się absolutnie nic: kilka szczęśliwych, beztroskich dni przepuszczanych przez rozleniwione palce. Zakupy, leżak, papierosowy dym, szampan, noce z Charlotte Link (tym razem "Echo winy"). Ech, wypoczęłam.

Naturalnie, nie omieszkałam zajrzeć do niemieckiej księgarni, skąd wyniosłam śliczne zakładki do książek i zapas samoprzylepnych karteczek w różnych kolorach i kształtach. 

Wróciłam wczoraj bladym świtem po 15-godzinnej podróży. Walizki rozpakowane, prezenty rozdane, pranie rozwieszone, w pracy już też dzisiaj byłam, ale duchem wciąż błądzę po wąskich niemieckich chodnikach. Fajnie było, naprawdę. I czyż to nie cudowne: rozkochałam się niedawno we współczesnych niemieckich pisarzach (Sebastian Fitzek, Charlotte Link) i tych kilka wakacyjnych dni spędziłam w ich ojczystych stronach. Miło. 

Tymczasem zbieram się w sobie: czeka mnie nadrabianie recenzyjnych i blogowych zaległości. Dzięki za ciepłe myśli i dobre życzenia. Wróciłam cała i zdrowa. Wypoczęta i zadowolona. Witam po urlopie :)

piątek, 23 lipca 2010

Hop, hop! (czyli wpis porządkowy i wiele wyjaśniający)


Hop, hop! Wróciłam!!! Ku swej niezmiernej i wszechogarniającej radości!!!

Wyobraźcie to sobie: przez blisko 2 tygodnie odcięta byłam od sieci, od komputera w ogóle! Spalił mi się, nieszczęśnik, calusieńki: dysk twardy, procesor, wsio! Została tylko obudowa... Wszystko przez te upały afrykańskie, kosmiczne, niewyobrażalne. Pierwsze trzy dni bez Internetu były koszmarem, straszliwą traumą. A potem, gdy już czekałam na naprawę (i pewna, że naprawią, i spokojniejsza o tę słodką pewność) - spokojnie opalałam nogi, wylegiwałam nad jeziorem, męczyłam w pracy, zajadałam truskawki i co noc, do poduszki, podczytywałam "Dom sióstr" (zostało mi 20 stron do końca...) - cudowna, wspaniała wielowątkowa powieść, warta każdej ceny (ale o tym w recenzji, niebawem).
Tymczasem przed chwilą dosłownie odzyskałam swój "raj utracony", czyli sieć, i pospieszyłam do Was - czeka mnie wielogodzinne, może wręcz: kilkudniowe cudowne nadrabianie blogowych zaległości, czyli: czytanie Waszych recenzji i wakacyjnych zwierzeń, podglądanie nowych stosików i wzajemne komentowanie kolejnych notek. Mrr, jestem w siódmym niebie!!!

Poza tym: od 16 do 25 lipca będę, jak w ubiegłym roku, 800 km stąd. Znów na bezneciu, ale tym razem dobrowolnym ;) (to informacja na wypadek, gdybym nie zdążyła z recenzjami do 16 lipca - wtedy dopiero pojawię się po 25).

Tymczasem - biegnę już do Was, stęskniona!!!